Film

Tytuł: Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia

Tytuł oryginalny: Day the Earth Stood Still

Scenariusz: Scott Derrickson

Reżyseria: Edmund H. North, David Scarpa

Muzyka: Tyler Bates

Rok: 2008 (USA), 2009 (Polska)

Produkcja: USA

Czas trwania: 103 min

Gatunek: film katastroficzny, science - fiction, dramat

Aktorzy: Keanu Reeves , Jennifer Connelly , Kathy Bates , Jaden Smith, John Cleese, Jon Hamm i inni

Przez dłuższą chwilkę zastanawiałam się jak zacząć tą recenzję, ale chyba po prostu wyjaśnię dlaczego oceniłam film tylko na jedną gwiazdkę. Otóż 'Dzień w którym zatrzymała się Ziemia' ewidentnie nie nadaje się do polecenia. Nie jest to film zły, lecz jest to film totalnie nijaki. Po wyjściu z kina zastanawiałam się czy powiedzieć 'to był dobry film' czy 'to był słaby film', gdyż ani jedno ani drugie nie pasowało. Tak więc jedna gwiazdka wzięła się z nijakości tej produkcji.

Przejdźmy do rzeczy. Film rozpoczyna się poruszeniem w Stanach Zjednoczonych, wywołanym ogromnym obiektem zbliżającym się do Ziemi. Poznajemy Helen Benson, bakteriologa i jej małego synka. W atmosferze tajemnicy podjeżdżają pod jej dom rządowe auta i zabierają do jednostki badawczej. Pędzącym przedmiotem okazała się gigantyczna kula, która spokojnie wylądowała w parku na Manhattanie. Nagle z ogromnego wirującego obiektu wyszła bliżej nieokreślona postać. Niestety palec jednego z licznych żołnierzy otaczających kulę, omsknął się na spuście. Broń wystrzeliła raniąc kosmitę. Z kuli wyszła jeszcze jedna postać. Ogromny organiczny robot - nie był on ani maszyną ani organizmem, przez resztę filmu przyglądamy się bezskutecznym badaniom nad monstrum.

Wróćmy jednak do zranionego kosmity. Okazał się nim Keanu Reeves, grający rolę Klaatu, który na cele lepszej aklimatyzacji na Ziemi, przybrał formę człowieka. Helen 'zaprzyjaźnia się' z nowoprzybyłym, stara się poznać jego zamiary, które nie wydają się być dobre. Rozpoczyna się gonitwa z władzami i chęć poznania prawdziwych zamiarów przybycia Klaatu.

Uważam, iż obsadzenie roli kosmity Keanu Reevesem było dobrym pomysłem. Ma on ostre rysy i potrafi nadać im jeszcze bardziej grobowy charakter. Rola bezdusznego Klaatu, który tylko z zewnątrz przypomina człowieka dobrze mu wyszła. Po za tym w filmie spotkać możemy 'starego' znajomego z 'Latającego cyrku Monty Phytona' Johna Cleesea, który wcielił się w rolę noblisty z dziedziny pochodnej biologii - rola niby mało znacząca, ale dodaje odrobiny kolorów tej ekranizacji. W filmie jesteśmy też świadkami wątku rodzinnego pomiędzy Helen a jej synem. Od razu rzuca nam się w oczy, iż między nimi nie ma żadnego podobieństwa fizycznego, dlatego nie dziwi nas fakt, iż Helen nie jest jego biologiczną matką. Ten nieco naciągany wątek miał pokazać Klaatu jacy na prawdę są ludzie, i że nie można ich oceniać zbyt powierzchownie.

Jak widać jest to typowy film s-f więc co z efektami? Szczerze uważam, iż jak na film z 2008 roku były dość biedne. Podobne widzieliśmy kilka lat temu i wówczas były w porządku, dziś raziły w oczy 'plastikowością'. Znając dzisiejsze możliwości i oglądając inne produkcje z tego roku można wywnioskować, iż graficy komputerowi albo się nie popisali albo nie poświecono wystarczających środków na to. Nie wszystkie sceny były beznadziejne, niektórym nie można nic zarzucić. Właśnie taki ten film był - czasami wszystko było w porządku a czasami nie bardzo.

Ogólnie rzecz biorąc film ma dobry potencjał, temat i historia są ciekawe, lecz przedstawienie ich nie wyszło chyba tak dobrze jak miało. Za pewne wyszło to lepiej niż w filmie z 1951 wyreżyserowanym przez Roberta Wise'a, na podstawie noweli Harry'ego Bates'a 'Farewell to the Master'. Film ten był pierwszą ekranizacją pod tytułem 'The Day the Earth Stood Still' i mimo tylu lat i lepszej technologii nadal nie wyszło to rewelacyjnie.

Jedynym co podobało mi się był przekaz pro ekologiczny. Za bardzo nie będę wypowiadała się, gdyż nie chcę zbyt wiele zdradzać z fabuły filmu. Mimo wszystko, ktoś może zapragnąć go obejrzeć, a ja nie chcę mu niszczyć ostatnich resztek dobrej zabawy. Tak czy siak film pomysły dobre miewa. Odnajdziemy w nim również nawiązania do Biblii i wiele mądrych przekazów kierowanych do ludzkości. Nie jestem jednak przekonana czy trafią one do widza, gdyż miernota ogólna może je nieco zamydlić.

Podsumowując tą krótką recenzję - film ciekawy ale nie warto się nim zbytnio przejmować. Jeśli ktoś jest fanem gatunku powinien go obejrzeć, jeśli ktoś lubi po prostu oglądać dobre filmy to lepiej niech sobie odpuści - lepiej zawiesić oko na czymś ciekawszym - chociażby na 'Projekt: Monster', recenzowanym na łamach Epicentrum. Jeden i drugi film obraca się w konwencji katastroficznego s-f, do tego są z tego samego roku a między nimi przepaść. Recenzja krótka, gdyż nie ma nad czym się rozwodzić.

Autor: Dagona