Tytuł: Istota
Tytuł oryginalny: Splice
Scenariusz: Vincezno Natali, Antoinette Terry Bryant
Reżyseria: Vincenzo Natali
Muzyka: Cyrille Aufort
Rok: 2009
Produkcja: Francja, Kanada
Czas trwania: 104 min
Gatunek: sicence - fiction, dramat
Aktorzy: Adrien Brody, Sarah Polley, Delphine Chaneac i inni

Dr Frankenstein bardzo szybko przekonał się jakie mogą być skutki zabawy naukowca w boga - tworzenia nowego życia. Jednym z ostatnich głosów w dyskusji w kulturze popularnej jest opisywany film 'Istota', poruszający właśnie ów coraz bardziej aktualny temat - czy aby się nie zagalopowaliśmy w rozwoju nauki?
Krótki rzut oka na fabułę. Bohaterowie to dwójka naukowców, którzy na co dzień trudnią się pracą w laboratoriach biochemicznych i genetycznych w ramach dobrze opłacanego projektu mającego na celu stworzenie zupełnie nowej istoty, która genetycznie będzie połączeniem wielu różnych organizmów z czasem bardzo odległych jednostek taksonomicznych. Pewnego dnia przychodzi przełom - mieszanka genów przyobiera się w ciało półroślinnego, półzwierzęcego stwora. Stwór ma się stać podstawą dalszych badań - produkcji leków na choroby genetyczne i innych bardzo dochodowych przedsięwzięć. Naszym bohaterom jest jednak mało, chcą spróbować kolejnego, zakazanego kroku - stworzyć istotę z udziałem genu ludzkiego. Tu zaczyna się właściwa akcja 'Istoty'.
Dalsza część filmu to połączenie czasem przyspieszającej akcji, psychologicznych rozterek głównych postaci oraz melodramatycznej oprawy dla całości opowiadanej historii. Przez to film ma budowę typowego dramatu, w którym najwięcej dzieje się rzecz jasna an samym końcu, ale który nie zanudza.
Zajmijmy się najpierw pozytywami. Oprawa audiowizualna 'Istoty' prezentuje się całkiem przyzwoicie. Tytułowa istota przechodzi w trakcie akcji filmu kolejne stadia rozwoju. Każde z nich prezentuje się całkiem realistycznie i intrygująco. Ogólnie efekty specjalne wyszły spod ręki fachowców i jest to dostrzegalne. Nie najgorzej słucha się też muzyki, która w mojej ocenie przyzwoicie ilustruje sceny. Reżyseria także nie pozostawia wiele do życzenia, na pewno nie spada poniżej poziomu pewnej hollywoodzkiej średniej.
Cała reszta moim zdaniem niestety zasługuje na jak najgorszą ocenę. Przede wszystkim wydawać by się mogło, że film traktujący o nauce powinien przynajmniej w minimalnym stopniu odzwierciedlać stan wiedzy naukowej na dzień produkcji [nauka rozwija się i nie bądźmy małostkowi]. A jednak twórcy omawianego dzieła wyszli z innego założenia. Bohaterowie radośnie łączą geny różnych gatunków jakby były kawałkami plasteliny, korzystają z aparatury, której zastosowanie jest co najmniej wątpliwe, a nawet oglądają łączenie się chromosomów na specjalnych mikroskopach. Same konsekwencje płynące z nadania Istocie [która w trakcie akcji otrzymała imię Dren] cech ludzkich w swoim opisie odpowiadają ni mniej ni więcej, tylko dziewiętnastowiecznemu pojęciu o człowieczeństwie. W sam raz wpisują się w użyty przeze mnie na wstępie przykład potwora Frankensteina. Poziom konfliktu 'Istoty' z wiedzą naukową przekracza miejscami mocny poziom wyznaczony przez produkcje amerykańskie.
Ale do nienaukowości i niezdolności przewidywania w filmie zachodnim można się przyzwyczaić, docenić nawet jego urok [któż nie pamięta topornych przycisków na konsoletach w 'Star Trek'?]. Gorszym grzechem moim zdaniem był całkowicie źle zrobiony scenariusz, którego przyzwoita reżyseria nie mogła uratować. Co ciekawe - jednym i drugiem aspektem filmu zajmowała się przecież jedna osoba. Wydarzenia biegną jakby same z siebie, postacie które widzimy na ekranie wydają się nie mieć nad nimi żadnej kontroli. Moim zdaniem przypominały nieco drewniane lalki, które wygłaszają niezbyt dobrze napisane kwestie, które nie układają się na dobrą sprawę w żadne sensowne dialogi. A przecież jest o czym rozmawiać - Clive i Elsa - para bohaterów, jest przecież naukowcami, którzy dokonują czegoś niebywałego, angażując w to swoje emocje. Przekaz jest teoretycznie interesujący, ale po dotarciu do narządów zmysłów widza wypada blado.
Odtwórcy ról zarówno pierwszoplanowych, jak i mniej znaczących nie popisali się moim zdaniem szczególnie. Grze aktorskiej niezłych przecież odtwórców brak polotu. Być może wynika to z opisanych wyżej problemów ze scenariuszem i kiepskich dialogów? Ciężko orzec. Jednakże po aktorach takich jak Adrien Brody [gwiazda], Sarah Polley, czy David Hewlett [solidni i doświadczeni aktorzy ról drugoplanowych i seriali] spodziewać się można zdecydowanie więcej. Relatywnie dobrze [choć w mojej ocenie z teatralną przesadą] odegrana została postać Dren - nie łatwa i wywołująca mieszane uczucia.
W trosce o czytelników, którzy chcieliby obejrzeć film, eksperci Epicentrum Kałuży nie zdradzą w szczegółach największego smaczku i jednocześnie najbardziej degradującego w ich oczach motywu 'Istoty'. Chciałbym jednakże zastrzec, że przez ów tajemniczy wątek film absolutnie nie nadaje się dla widzów młodszych oraz wrażliwszych na punkcie szeroko pojętej seksualności w filmie.
Ciekawostka dla tej części drogich czytelników, która miała okazję zapoznać się z zagranicznymi recenzjami filmu: jest on niemal powszechnie kwalifikowany jako horror science - fiction. Nie wydaje się to być słuszną oceną. 'Istota' nie jest w żadnym wypadku produkcja nastawioną na wywołanie u widza uczucia grozy. Nie jest moim zdaniem horrorem science - fiction ani w pojęciu obecnym [trend po 2000 roku zakłada szybkość akcji i wyjątkową brutalność; przykład - 'Event Horizon', 'Alien Versus Predator'] ani nawet w kontekście dorobku wcześniejszego [zbyt melodramatyczny charakter, by można było porównać ten film z wielkimi dziełami horroru science fiction z dawnych lat [jak choćby 'Obcy: ósmy pasażer Nostromo', czy 'Predator'].
Podsumowując - film 'Istota' to kino na naprawdę niskim poziomie, które polecę jedynie miłośnikom ciekawostek i osobom chcącym na przykładzie dowiedzieć się, jak nie powinno się tworzyć produkcji science - fiction. W 'Istocie' jest kilka intrygujących elementów [choćby wykonanie], ale toną one w morzu wad.
Autor: PeeGee
komentarze