Ekranizacji komiksu zrobiło się ostatnimi czasy naprawdę wiele. Był i 'Spider Man', i 'X Men', i 'Fantastyczna Czwórka', a nawet nieco mniej popularne 'V jak Vendetta', '300' czy 'Strażnicy'. Jedna z postaci doczekała się już kilku odsłon. Musze przyznać, że bohater o którym mowa należy do moich ulubionych. Chodzi o Punishera, w dawnej polskiej wersji komiksowej zwanego Pogromcą.
Nie będę szerzej w tym miejscu rozpisywał się na temat kolejnych wydań komiksów. Wystarczy zidentyfikować Punishera jako wielkiego ponurego brutala z czaszką na piersi i większości znawców kultury popularnej zapali się jakaś lampka w umyśle. Samo słowo Punisher jest kluczem do całej postaci i o tym wypada wspomnieć drogim czytelnikom, który mogliby bohatera owego nie kojarzyć. Powstało od angielskiego punish, czyli karać. Tym też zajmuje się pan Frank Castle, który po utracie żony i dwójki dzieci podczas pikniku przerwanego przez mafijną strzelaninę, doznaje załamania, a następnie odnajduje nowy cel życia. Celem tym jest wysłać na tamten świat winowajców śmierci rodziny - a w międzyczasie wszelkich bandytów, zabójców i zwyrodnialców jakich uda mu się napotkać. I trzeba przyznać że jest w tym procederze skuteczny.
Trzykrotnie usiłowano oddać urok postaci Punishera na wielkim ekranie. Dlatego też, niedługi relatywnie czas po wyjściu na światło dzienne najnowszej z nich pokusiliśmy się na łamach Epicentrum Kałuży o skrótowe opisanie i porównanie wszystkich.
Spis treści:
The Punisher 1989
Tytuł: The Punisher
Scenariusz: Robert Mark Kamen, Boaz Yakin
Reżyseria: Mark Goldblatt
Muzyka: Dennis Dreith
Rok: 1989
Produkcja: USA, Australia
Czas trwania: 92 min
Gatunek: sensacja, elementy kina akcji
Aktorzy: Dolph Lundgren, Louis Gossett Jr., Kim Miyori i inni

Rzadko się zdarza, by ekranizacja tak mało wspólnego miała z oryginałem. Zauważywszy to stwierdziłem u siebie uczucia mieszane. Tytułowego bohatera gra Dolph Lundgren, swojego czasu znany aktor kina akcji. Już samo obsadzenie w roli Punishera blondyna wiele mówi o pierwszej w serii ekranizacji.
Nie wprowadza ona żadnego ze znanych z komiksu superłotrów. Kto chciał zobaczyć przestępcze imperium Kingpina, czy przerazić się zmasakrowaną twarzą Jigsawa [co tłumaczyć można przewrotnie jako 'Łamigłówka' i odnosi się do obrażeń z grubsza czyniących z jego facjaty puzzle], musi się srodze zawieść. W zamian za to obejrzymy dość typową intrygę gangsterską, w której bohater ze swoją wojną przeciwko przestępczości wplątał się w rozgrywki między syndykatem sycylijskim, a Yakuzą. Oczywiście na terenie Stanów Zjednoczonych, bo tamtejszego rodowodu jest nasz bohater.
Zadajmy sobie pytanie jednak - czy to źle? Okazuje się, że absolutnie nie. W moim odczuciu ta najmniej wierna ekranizacja jest w istocie najlepszą z całego cyklu. Postać Punishera przedstawiona jest w sposób który nieco koresponduje z tytułowym bohaterem 'Rambo'. Brutalny, zdecydowany na wszystko, ale w istocie dość prosty i zagubiony, stara się być mimo wszystko, mimo zbrodni jakich się dopuszcza moralny i zwalczyć swoje lęki. Od twórców dostajemy na to dowody - jak choćby w postaci stosunku bohatera do dzieci. Naprzeciw niemu stoją nie tylko kreatury z gruntu zepsute - szefowa japońskiego syndykatu - pani Tanaka oraz półwłoski bandyta Franco, ale też całkiem dobrze oddające ducha filmu przełomu lat '80 i '90 postacie policjantów [w tym z werwą zagrany przez Louisa Gosseta Jr.były partner Franka].
'The Punisher' to kino akcji i sensacji w dobrym, stonowanym stylu. Twórcy stworzyli jakby zupełnie inną, niekomiksową opowieść, zachowali jednak tyle pokory by pokazać widzowi skąd wzięli pomysł i nazwali swojego bohatera Punisherem. Mój podziw budzi klimat filmu i jego schludne mimo skromnych środków wykonanie. Na dowód polecam analizę sceny walki w porcie, która w mojej ocenie jest jedną z lepszych w kinematografii tamtego okresu.
do góryThe Punisher 2004
Tytuł: The Punisher
Scenariusz: Jonathan Hensleigh, Michael France
Reżyseria: Jonathan Hensleigh
Muzyka: Carlo Siliotto
Rok: 2004
Produkcja: USA
Czas trwania: 124 min [wersja rozszerzona: 144 min]
Gatunek: film akcji, sensacja
Aktorzy: Thomas Jane, John Travolta, Rebecca Romijn i inni

Lata mijają, kino się zmienia, a bohater wciąż tkwi na kartach komiksów. Pokolenie, które wychowywało się przy pierwszych przygodach mściciela dorosło i nabrało oczekiwań, z drugiej strony jednak nie zapomniało o swoim idolu. Cóż pozostaje? Nakręcić ekranizację. Pole do popisu jest duże - praktycznie całe universum pozostało niewykorzystane, jeśli nie liczyć alternatywnych historii ujmowanych w grach komputerowych, czy też w pierwszym wydaniu filmu.
Wydawałoby się, że sukces przedsięwzięcia jest murowany. Nic bardziej mylnego, jak się przekonałem. Przedstawiona historia teoretycznie nawiązuje do universum postaci Punishera. Przedstawia walkę bohatera z gangiem pod przywództwem granego przez Johna Travoltę Howarda Sainta. Co rusz jednak uderzają w niej jakieś antylogiczne akcenty. Mściciel mający na sumieniu setki kryminalistów mieszka 'anonimowo' w podmiejskiej kamienicy, utrzymuje relacje z sąsiadami i tak naprawdę jest całkiem sympatyczny, lekko tylko zamknięty w sobie. Nijak nie przypomina zamieszkującego podmiejskie kanały frustrata, jakiego oglądaliśmy we wcześniejszej części.
Czasami twórcy uraczą nam jakimś znanym z komiksów i gier motywem - będziemy mogli na przykład oglądać epicką burdę z gigantem o pseudonimie [nomen omen] Russian - czyli Rusek. Przede wszystkim jednak zobaczymy to samo co w poprzedniej wersji, tylko że... gorzej. Intryga sensacyjna wydaje się naciągana - tytułowy bohater który jest wojskowym i typem raczej człowieka czynu, rozpracowuje szajkę na sposób szpiegowski, niezbyt do niego przystający. Gdy już wchodzi do akcji, oglądamy go w asyście niezbyt przemyślanych, za to bardzo kolorowych efektów specjalnych [szczególnie negatywnie odbieram eksplodujące auta układające się w symbol czaszki - wyjątkowe kuriozum].
Ze scenariusza usunięto też wątki odnoszące się do osobistych przeżyć naszego bohatera związanych z tragedią, która raz na zawsze go ukształtowała. W komiksach jest to bodaj najważniejszy motyw przewodni, analizowany żywo [i o dziwo wciąż odkrywczo] w wydaniach obecnych na rynku długo po 2000 roku. Nie doczekaliśmy się też nieobecnego także poprzednio 'dziennika wojennego', czyli szeregu czynionych na bieżąco przemyśleń taktycznych Punishera, dzięki któremu czytelnik mógł bardzo łatwo rozeznać się w aktualnej sytuacji.
Porównanie dwóch powyższych produkcji wypada na zdecydowaną niekorzyść drugiej z nich. Okazuje się, że upływ kilku lat nie wiedzieć czemu pozbawił kina akcji należytego podejścia do tematu. Fani postaci, do których zalicza się autor niniejszego tekstu odzyskali nadzieję słysząc wieści o zbliżającej się wielkimi krokami produkcji 'Punisher: War Zone'
do góryThe Punisher 2008
Tytuł: The Punisher: War Zone
Scenariusz: Nick Santora, Matt Holloway, Arthur Marcum, Lexi Alexander
Reżyseria: Lexi Alexander
Muzyka: Michael Wandmacher
Rok: 2008
Produkcja: USA
Czas trwania: 103 min
Gatunek: film akcji, elementy horroru
Aktorzy: Ray Stevenson, Dominic West, Julie Benz, Wayne Knight i inni

Miało być na nowo, miało być zdecydowanie, brutalnie i mrocznie. Z plakatów chłodnymi oczami patrzył na fanów prawdziwy, groźny mściciel. Nawet podtytuł - 'Strefa Wojny' nawiązywał do znanej fanom, komiksowej stylistyki operowania językiem pola walki, nawet jeśli opiewane wydarzenia rozgrywały się w centrum Nowego Yorku, na środku oceanu, czy na mroźnej Syberii.
Od pierwszych minut 'War Zone' widz zauważa dwie rzeczy: a) sceny walki są niezwykle, bestialsko wręcz brutalne. Stosowane techniki wizualne czerpane są właściwie bezpośrednio z produkcji z gatunku horroru. b) bohater nie odzywa się ani słowem przez dobre kilkanaście minut produkcji. Ciekawy zabieg stylistyczny, a jednak nie przemówił do mnie w ogóle. Przede wszystkim dlatego, że pozbawiono działań Punishera sensu. Póki wreszcie do akcji nie dołączy w filmie fabuła [co następuje po dłuższym czasie], obejrzymy wzorcowy przykład dla przeciwników brutalizacji kultury popularnej. Bardzo nie w smak mi to przyznać, jako miłośnikowi postaci.
W 'War Zone' spotkamy kilku znajomych z nowszych wydań komiksu [jak Mr. Maginty - czarnoskóry Irlandczyk o nieprzewidywalnym charakterze] a także starych weteranów [Micro - uzdolniony sojusznik Punishera, czy arcyłotr tej części filmu - wspominany mimochodem wyżej Jigsaw]. Wszystkie te postacie mają w mojej ocenie wspólną cechę - są całkowicie źle odtworzone. Chyba na największą uwagę zasługuje Micro, który wydaje się mieć więcej duszy i większy wkład w fabułę, niż główny bohater. Na uwagę zasługuje fakt, że twórcy bardzo luźno podeszli do komiksowego pierwowzoru i wymieszali postacie i wątki w nieprawdopodobną, niezrozumiałą konfigurację. Dla starych fanów serii będzie to bolesny cios. Dla nich właśnie dedykuję zagadkę konkursową: czy natrafiliście drodzy czytelnicy na wariant okaleczenia Jigsawa, który byłby mniej logiczny niż zaprezentowany w 'War Zone' [pragnę zauważyć, że po kąpieli w tłuczonym szkle bohater doznał niemal wyłącznie obrażeń twarzy]?
Ale szczerze mówiąc - im dalej tym gorzej ze wszystkim. Sceny akcji to w mojej ocenie ciągła postępująca eskalacja bezsensu, którego jedynym uzasadnieniem jest prezentacja widzowi nowych wizualnych fajerwerków. Jak bowiem inaczej postrzegać scenę, w której tytułowy bohater wisi na żyrandolu na środku pomieszczenia, kręcąc się w kółko i strzelając, a usiłujący go dostać ze wszystkich stron mafiosi są od razu trafiani śmiertelnie i giną wręcz masowo?
Scenariusz oceniam jako jedno z gorszych kuriozów w historii kina akcji. Gangi zbierające się w celu zgładzenia Punishera paradują przez miasto niczym szkolne wycieczki, a on sam na chwilę przed niemal samobójczą akcją paraduje w pełnym świetle w sąsiedztwie wspomagających go po cichu agentów FBI. Wrażenie moim zdaniem jest straszliwe. Tak napisanej opowieści nie dało się dobrze wyreżyserować. Dlatego też efektem jest opowieść stanowiąca zbiór niezbyt powiązanych, mało sensownych wątków, w zasadzie będących pretekstem do brutalnych scen walk.
Wątpliwym atutem filmu, prócz drobiazgowego wykonania wizualnego jest muzyka, która powinna się spodobać miłośnikom cięższych brzmień. Uważam że całkiem licuje ze stylistyką produkcji. Żałuję jednak, że musi ilustrować tak wątpliwej jakości sceny.
do góryCałościowa ocena wszystkich produkcji filmowych o Punisherze musiałaby w mojej ocenie stanowić jedną tylko gwiazdkę. Mam jednak wrażenie, że krzywdzę najwcześniejsze i moim zdaniem najlepsze dzieło z tej rodziny. Tylko ten film rzeczywiście moim zdaniem warto polecić miłośnikom szeroko pojętego kina akcji i kina w ogóle. Pozostałe powinni oglądać zatwardziali znawcy postaci i związanych z nią historii, by wiedzieć i widzieć na przykładach, jak nie powinno się ekranizować komiksu.
Autor: PeeGee
komentarze