Film

Tytuł: Robin Hood

Scenariusz: Brian Helgeland, Ethan Reiff, Cyrus Voris

Reżyseria: Ridley Scott

Muzyka: Marc Streitenfeld

Rok: 2010

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Czas trwania: 140 min

Gatunek: przygodowy, ekranizacja legendy

Aktorzy: Russel Crowe, Cate Blanchett, Mathew Mcfadyen, Mark Strong, Oscar Isaac i inni

Na Podstawie: podań i legend o Robin Hoodzie

Ciekawe, że jedna z najmniej kojarzących się z kulturą Średniowiecza postaci w historii stała się najbardziej znanym symbolem pochodzącym z tej epoki, wręcz o randze archetypu. Mowa o Zakapturzonym Robinie. Przedstawiamy najnowszą ekranizacją przygód tego legendarnego bohatera.

O Robinie od Kaptura [hood to po angielsku kaptur] bardzo dużo powstało przez lata ballad, podań, opowieści, legend, aż w końcu w czasach najnowszych - dzieł kultury popularnej. Niektóre z nich są dość sprzeczne. Dużo przykładów tego rodzaju znajdziemy oceniając opisywany tu film w kontekście wcześniejszych. I tak na przykład tytułowy bohater 'Robin Hooda' kręconego w latach pięćdziesiątych to angielski rycerz - Robin z Locksley, wyrugowany ze swojego majątku podczas gdy w opisywanej tu produkcji Robin nosi nazwisko Longstride i jest pochodzącym z niższego stanu łucznikiem. Inny przykład - w niektórych podaniach i produkcjach filmowych Robinowi towarzyszy czarnoskóry kamrat z Ziemi Świętej [tudzież innych stron] - tak było w wersji z Kevinem Costnerem. Wiele innych odniesień jednak wersji tej przeczy - próżno szukać Maura w oryginalnych balladach z epoki oraz ich literackich zbiorach. Obraz staje się naprawdę zaciemniony gdy spojrzymy na losy Robina w świetle historii. Faktem niespornym w nauce jest śmierć ktróla Ryszarda Lwie Serce [którego zwolennikiem i wiernym żołnierzem/rycerzem miał być Robin Hood] na ziemiach francuskich. Natomiast w części przygód dzielnego leśnego banity spotykamy króla na rodzimej ziemi.

Opisywany film poszedł w stronę realistyczno - historyczną. Jak się jednak okaże - nie do końca. Z jednej strony twórcy ewidentnie chcieli wyjaśnić o własnych siłach pewne nieścisłości legend i podań - przede wszystkim wyjaśnić sekret fenomenalnych zdolności bohatera jako łucznika. O tym pisaliśmy powyżej. Starano się też historię włożyć maksymalnie w kontekst - ukazać widzowi pewien zarys sytuacji politycznej w jakiej znajdowała się w czasie krucjat Anglia. Z jednej strony jej wojowniczy król powraca z Ziemi Świętej, ale ginie w walce, z drugiej strony - jego złakniony władzy brat Jan Bez Ziemi przejmuje rządy w kraju. W tym wszystkim Robin stara się odnaleźć, ustawić się, zdobyć kapitał na przyszłość. Udaje mu się poprzez podszycie się pod nieżyjącego pana na Locksley. Na pierwszy rzut oka obraz historyczny wydawał się wiarygodny. Ujęto nawet pewne interesujące szczegóły [potwierdzane w nauce] jak choćby śmierć Ryszarda Lwie Serce z ręki... kucharza, który oddał szczęśliwy strzał z kuszy z zamkowego muru. Niestety bliższe zapoznanie się z obrazem odsłania także nieścisłości i to nie małej wagi. Twórcy gubią się przede wszystkim w ocenie modelu myślenia człowieka Średniowiecza i z Robina [i nie tylko jego] robię stuprocentowego demokratę. Poza tym niektóre militarno - batalistyczne rozwiązania wydały mi się kuriozalne, jak na przykład lądowanie armii francuskiej na plaży jako żywo przypominające zdjęcia z Dnia D w Normandii w 1944 r.

Film tworzą ci sami w dużej części ludzie, którzy mają na koncie sukces 'Gladiatora'. Piętno tego filmu będzie ciążyć na 'Robin Hoodzie'. Jednakże uważam, że doświadczenie wyniesione z takiego rodzaju produkcji jest pozytywne i przydatne. Scenariusz rozpisano w sposób nie męczący widza. Film nie ma może zabójczego tępa, ale starano się wyłożyć wszystkie kluczowe wątki w sposób dla widza czytelny. Poprawie zrealizowano ten zamysł w rzemiośle reżysera. Zdjęcia również są ciekawe, pomysłowe.

'Robin Hood' to film ładny, estetyczny, ale nie sztuczny. Moim zdaniem nie najgorzej oddaje realia Europy z czasów krucjat. Dużo jest brudu, dużo prostych, tanich konstrukcji, w których żyją prości, ubodzy ludzie. Jak na opowieść o ludowym dobroczyńcy przystało, ujrzymy całkiem sporo szczegółów z życia tych najniższych warstw społecznych. Na salonach z kolei posłuchamy jadowitych języków możnowładców z Janem Bez Ziemi na czele. I niechybnie zrozumiemy, że to w ludzie drzemie prawdziwa siła, a demokracja... No właśnie. I tu leży wspomniana przeze mnie powyżej słabość filmu. Na ekranie zobaczymy ludzi Średniowiecza, z ich lichym odzieniem i ciężką pracą, za to z umysłowością dwudziestowiecznych społeczeństw zachodniej Europy. Gdy jednak jesteśmy w stanie ten szczegół pominąć, otrzymamy to, co w legendzie o Robinie od Kaptura najważniejsze - przesłanie pomocy ucieśnionym.

Aktorów zostawiam na koniec, gdyż to do nich należy w mojej ocenie budowanie klimatu tej akurat produkcji w pierwszym rzędzie. Wspomniane wyżej skojarzenie z 'Gladiatorem' stanie się jasne jak słońce, gdy tylko przypomnimy sobie jaką główną rolę grał wcześniej odtwórca głównej roli: Russel Crowe. Wielka drugoplanowa postać - miłość Robina to z kolei Cate Blanchett, która moim zdaniem ze swoją pociągłą twarzą doskonale pasowała do roli. Swoją drogą wymienionej dwójce udało się tchnąć sporo życia w wątek miłosny obecny w 'Robin Hoodzie' - w mojej ocenie całkiem udany. Każdy miłośnik legendy [i wcześniejszych ekranizacji] nie mógł nie zastanawiać się jak wypadną inne 'obowiązkowe' postacie. I tak na przykład Braciszka Tucka zagrał z werwą Mark Addy, a znany z serialu 'Lost' Kevin Durand odtworzył Małego Johna, który nawiasem mówiąc chyba pierwszy raz nie przypominał ogromnego Yeti, albo zgoła neandertalczyka. I ta zmiana moim zdaniem też się udała. Naprzeciw bohaterom pozytywnym staną negatywni, a pośród nich Oscar Isaac jako demoniczny Książę Jan [później: Król Jan rzecz jasna], a także Mark Strong jako Godfrey - postać z legend nieznana, ale naprawdę ciekawa jako dyżurny czarny charakter. Muszę przyznać, że dopasowanie aktorów do roli oraz ich praca bardzo mi się spodobały.

'Robin Hood' to moim zdaniem dzieło odważne jak na standardy Hollywood. Zdecydowanie też dystansujące się od poprzednich licznych ekranizacji. Ze względu na przedział czasowy objęty akcją nazwałbym go zgodnie z trwającą modą 'Robin Hood - Początek' - oczywiście żartobliwie. Produkcja ma pewne wady, głównie wynikające z kontrowersyjnego podejścia twórców do mentalności ludzi Średniowiecza. Jest to jednak naprawdę przyzwoite kino przygodowe. Jeśli nie pomylimy go z kinem historycznym, będziemy się bawić znakomicie.



Autor: PeeGee



komentarze