Tytuł: Max Payne
Tytuł oryginalny: Max Payne
Scenariusz: Sam Lake [gra komputerowa], Beau Thorne
Reżyseria: John Moore
Muzyka: Marco Beltrami
Rok: 2008
Produkcja: USA
Czas trwania: 110 min
Gatunek: film akcji, sensacja, elementy science - fiction
Aktorzy: Mark Wahlberg, Mila Kunis, Amaury Nolasco, Beau Bridges i inni

Ekranizacje gier komputerowych nie miały nigdy specjalnego szczęścia. Powie to każdy, kto jest jednocześnie graczem i kinomanem. Swoją drogą osoby, które są wyłącznie kinomanami nieraz cierpiały jeszcze bardziej oglądając kolejne produkcje, jako że nie mogły pojąć ich fabuły. Niech wymienię choćby 'Street Fighter', 'Doom', 'Mortal Kombat', czy 'Alone In The Dark - Wyspa Cienia'. I oto w roku 2008 przybywa kolejny kultowy bohater z ekranów komputerów - Max Payne.
Bohatera tego typu znamy już niczym starego dobrego kolegę - przystojny policjant o nietypowym nazwisku jest bezkompromisowy i sprawiedliwy. Pewnego dnia jednak traci swoją przepiękną, przesympatyczną żonę i uroczego, różowego, rumianego bobaska - owoc ich miłości. Giną oni z ręki bandytów tak okrutnych, że aż jest to nie do pomyślenia. Bliźniacze podobieństwo do historii Punishera prawdopodobnie niezamierzone.
Znużony - czytelniku? Powiem szczerze, że zapoznając się z grą komputerową też początkowo byłem znużony. Mam ją za sobą i obiecuję, że opis znajdzie się doprawdy niebawem na łamach Epicentrum Kałuży. Powiem tyle - najgorszą część fabuły mamy już za sobą. Wszystko inne jest niezmiernie ciekawe.
Całość ze swoimi scenami, grą aktorską, naświetleniem postaci oraz dialogami wygląda bardzo komiksowo. Co zaskakuje, gdyż mamy przecież do czynienia z adaptacją gry. Film 'Max Payne' to tylko po części jej kalka. Jest to raczej twórcza adaptacja. Konstrukcja historii, samego bohatera, a także pewne sytuacje zaprezentowane są zupełnie inaczej. Nadal jednak obserwować będziemy krucjatę pana Payne [moim zdaniem jego personalia to błąd, sugerują że mamy do czynienia za mięśniakiem - sadystą], by wyjaśnić całkowicie okoliczności śmierci żony i dziecka, a także odebrać pomstę na jednym ze sprawców, który uciekł z miejsca zdarzenia. Jak każdy dobry policjant będzie on naruszał lub łamał prawo wielokrotnie posuwając się do brutalnych czynów. Jest to z resztą główny napęd akcji - Payne działa bezkompromisowo, ale osoby pragnące mu pomóc, lub choćby okazujące mu odrobinę zainteresowania cierpią lub giną. Nieco inaczej prezentuje się sprawa sympatycznego starszego pana - BB, ale z uwagi na dobro widza jej nie zdradzę. Większość znanych postaci ujrzymy w filmie, co z pewnością ucieszy fanów. Nie koniecznie tak samo zaprezentowani wystąpią jednak: wspomniany BB, Mona Sax, czy Lupino [który w produkcji filmowej stał się prawdziwym wariatem]. Odwołano się też do niektórych motywów, jak choćby introspekcyjne poszukiwania pokoiku dziecięcego, w którym Max odkrywa tragedię. Zarówno w ciągu gry jak i w ciągu akcji filmu bohater wielokrotnie pokonuje symboliczne drzwi.
'Max Payne' to kino akcji w czystej postaci. Poszczególne cząstkowe rozwiązania i dalsze tropy bohaterowie mozolnie wystrzelają, wybiją pięściami i wypocą biegając i uciekając. Mamy jednak pewien intrygujący wątek metafizyczny, który nie pochodzi z gry. Organizacja z którą nasz bohater się mierzy to firma farmaceutyczna rozprowadzająca pod przykrywką prawdziwej działalności pewien narkotyk. Substancja ta podobno pozwala kontaktować się z aniołami, a spotkania te zawsze kończą się tragicznie. Osób nie lubiących tak daleko posuniętej fantastyki wątek nie zachwyci, ale spieszę z wyjaśnieniem, że nie jest to absolutnie wątek główny, a jego zakończenie też nie jest przewidywalne i zrobiło na mnie dobre wrażenie.
O ile historia całkiem się klei i jest dość sensowna, o tyle wykonanie moim zdaniem zachwyca. I to nie ze względu na efekty specjalne, czy wykorzystanie znanego z gry 'bullet time' [zwolnienia tempa, w którym rozgrywają się najgroźniejsze dla bohatera sceny, a pocisków w powietrzu fruwa szczególnie dużo]. Chodzi tu raczej o niespotykane wcześniej pomysły wizualne, zabawy całkiem prostymi technikami telewizyjnymi. Jako przykład podać mogę scenę, strzelaniny w domu Maxa, gdzie najpierw niesamowity efekt osiągamy przez zwykłe migotanie lampki nocnej, a później twórcy pokazują nam błyskawiczną akcję przez czerwony filtr, ile razy bohatera coś zaboli [np. dotknie dłonią szkła]. Podobnie niesamowite wrażenie robi scena, w której napis uświadamiający nam retrospekcję jest przyklejony do budynku niczym szyld. Takie pomysły zostają w głowie na długo i pozwalają naprawdę cieszyć się filmem.
Scenarzysta nie miał szczególnie dużego pola manewru [jako ze historia została z grubsza opowiedziana przez twórców gry], ale swoją pracę wykonał poprawnie i składnie. Reżyseria natomiast zrobiła na mnie duże wrażenie, bardzo rzadkie w filmach akcji. Częste introspekcje bohatera powracające do dnia w którym zginęła jego rodzina, a także skomplikowany układ scen stanowiły pewne wyzwanie. Udało się jednak film przedstawić tak, że widz nie musi do gry sięgać w ogóle. Wszystko zostaje mu podane na talerzu. W tego rodzaju filmie, w twardej konkurencji jaka obecnie funkcjonuje w gatunku kina akcji, uważam iż jest to sprawa kluczowa.
Warstwa wizualna i muzyczna są oczywiście bardzo składne, co nie dziwi. Czasem widz może mieć pretensję, że tu czy tam za mało widać dziur w ścianach po wielkiej strzelaninie. Wrażenie jest jednak ogólnie pozytywne. Udało się oddać pewną specyficzną estetykę, obecną tylko w kulturze popularnej skierowanej dla młodzieży. Kto nigdy nie grał w grę akcji albo nie czytał komiksu, może być zawiedziony. Wszystko wydaje się z lekka nienaturalne, ale jednocześnie odnosimy wrażenie że w świecie przedstawionym tak już jest - cały świat wygląda właśnie tak. Nie próbowano tak awangardowych eksperymentów jak w '300', czy przesławnym 'Sin City', ale sam posmak pozostaje. Wielką rzadkością, którą spotkamy w 'Max Payne' jest zapadająca w pamięć muzyka. Być może dlatego, że zrezygnowano z maniackich, ciągnących się godzinami pasaży orkiestrowych z kilkudziesięcioma instrumentami smyczkowymi. Zamiast tego dostaliśmy domieszkę industrialu, ale nie narzucającą się, nie zniechęcającą osób nie obeznanych z tym gatunkiem. Musze przyznać, że w ciągu filmu słuchałem muzyki z przyjemnością.
Wypada co nieco na koniec powiedzieć o grze aktorów - elemencie w filmie akcji chyba niespecjalnie istotnym. Nie ujrzymy być może popisów kunsztu, ale moim zdaniem nie było nawet na nie miejsca w scenariuszu. Dialogi są zbyt krótkie, a sceny zbyt szybkie. Udało się natomiast osiągnąć interesujący efekt pojedynczej miny. Wychodząc z kina zapamiętujemy na bardzo długo pozbawioną wyrazu maskę Maxa, zatroskane oczy BB, wiecznie wykrzywioną gniewem twarz Mony i szyderczy uśmieszek Lupino. I tak nam się właśnie będą kojarzyć.
'Max Payne' nie jest dziełem wybitnym, ale moim zdaniem stanowi jedno z największych osiągnięć swojego gatunku. Jest też jedną z najlepszych adaptacji gry komputerowej [złośliwie zauważę, ze o to niestety nie trudno]. Osoby poszukujące kina ambitnego powinny skierować wzrok w inną stronę. Jeśli jednak - drogi czytelniku - poszukujesz inteligentnej, ale jednak niezobowiązującej rozrywki, to 'Max Payne' oferuje ją na najwyższym poziomie.
Autor: PeeGee