Gry

Tytuł: Władca Pierścieni

Gatunek: strategiczna, figurkowa gra turowa

Producent: Games Workshop

Na podstawie: książek J. R. R. Tolkiena 'Władca Pierścieni', 'Hobbit', 'Silmarillion' i innych prac na temat fikcyjnego świata Śródziemia

Obojętnie ile znakomitych, efektownych i wciągających gier komputerowych nie ukaże się na rynku, figurkowe strategie wciąż odmawiają dobrowolnego przejścia do lamusa. Oprócz tytułów starych i uznanych, wśród których część wciąż się rozwija, a inne określić możemy jako martwe [co nie znaczy że nie nadające się do dalszej zabawy] - mowa tu między innymi o Warhammerze Fantasy Battle, Warhammerze 40 000, Epic 40 000 i Warzone, producenci starają się co jakiś czas zaproponować coś nowego. Najnowsza, trzyczęściowa ekranizacja 'Władcy Pierścieni' Tolkiena stała się doskonałym pretekstem dla takiego właśnie ruchu. Ujrzeliśmy oto na rynku grę figurkową opatrzoną tym samym tytułem.

'Władca Pierścieni' w opisywanym wydaniu jest strategią opartą na najlepszych tradycjach gatunku, ale lekko uproszczoną [przez co nadającą się dla szerokiej publiczności]. Ów kompromis jest chyba najbardziej widoczną cechą omawianego produktu. Miłośnicy matematycznych podbojów i kolumn liczb mogą być nieco zawiedzeni, ale nie na tyle, by grę znienawidzić. A ma się ona w mojej ocenie tak jak widziane w ekranizacji 'Władcy Pierścieni' bitwy do prawdziwych zmagań średniowiecznych wojów.

Już spieszę z tłumaczeniem co mam na myśli. Omawiana gra ma konstrukcję masowego pojedynku. Z jednej strony bowiem dopuszcza możliwość wykorzystania bardzo wielu modeli na jednej planszy [choćby i kilkuset, jeśli mamy miejsce], ale z drugiej - zasady nie wiążą ich w oddziały. Możemy kierować każdym z modeli z osobna i wysyłać go w dowolny koniec planszy, jeśli rzecz jasna przeciwnik nam na takie harce pozwoli. Tym samym 'Władcy' bliżej do Warhammera 40 000 i Warzone, a dalej do Warhammera Fantasy Battle który preferował grę oddziałami, a dopuszczał pojedyncze jednostki bohaterów w wyjątkowych sytuacjach.

Strony konfliktu zasadniczo są dwie, ale nie ma przeszkód, by rozgrywki na jednej planszy nie podzielić pomiędzy większą liczbę graczy, czy nawet nie nastawić wszystkich przeciw wszystkim. Każdy miłośnik prozy Tolkiena stanowczo odrzuci jednak taki zamysł, gdyż intencją autora [i twórców gry] było oddać obraz walki dobra ze złem. A przybierają one formę pomniejszych frakcji. Po stronie dobra i porządku stoją między innymi: ludzie z królestw Gondoru i Rohanu, Hobbici, Elfy, Krasnoludy, Enty, Orły i magiczne boskie istoty, do których należał między innymi książkowy czarodziej Gandalf. Z kolei ciemną stronę mocy reprezentują przeróżne nacje Orków, Goblinów, Trolli, a także złych ludzi i rzecz jasna reprezentantów samego Saurona - Nazguli. Okrakiem pomiędzy tymi wszystkimi stronami stoją oddziały i postacie niebezpieczne, ale nie przypisane do żadnej z nich: między innymi Nieumarli, dzikie stwory [jak choćby pajęczyca Szeloba]. Każda wymieniona frakcja ma w grze dostępne swoje specyficzne jednostki, z reguły mamy co do nich pewien wybór. Wiadomo na przykład z lektury statystyk, że Elf jest lepszym łucznikiem, niż Krasnolud, ale dowódca armii małych odważnych brodaczy nie pogardzi kilkoma jednostkami dystansowymi.

Nadmienić wypada, że bardzo różne są rozmiary i kształty modeli. Ale ma to swoje uzasadnienie - szatę graficzną serii wzorowano na filmowej wersji 'Władcy Pierścieni'. Tak więc gdy mamy do czynienia ze zgrają orków - zobaczymy obskurne postacie przypominające wzrostem ludzi. Gdy jednak na pole bitwy wkracza Mumak [zwany tez Olifantem - odpowiednik słonia z rzeczywistego świata], to rzuca cień na każdą inną postać.

Cała techniczna strona doboru armii sprowadza się do odpowiedzi na pytanie - 'ile mam punktów?'. Twórcy odwołali się bowiem do znanego z innych gier systemu wyważenia punktowego armii. Podręczniki każdej z jednostek nadają określoną wartość. Tą możemy spożytkować wedle uznania, na ile pozwala nam dany scenariusz bitwy. Jeśli umówimy się z naszym adwersarzem na ich określoną ilość, to w tych ramach mamy swobodę. Możemy dowolnie zastąpić opancerzonego oblężniczego Trolla solidnym i licznym oddziałem Uruk Hai, ale jeśli uznamy to za stosowne możemy ich wszystkich zamienić na kawalerię Wargów. Uważam że pomysł ten jest tyleż prosty co uczciwy i pozwala uniknąć konfliktów na tle siły i bogactwa przeciwników. W końcu bitwy mają się w systemie rozgrywać na stole a nie za pomocą słów i pięści.

Plansza z zasady powinna być makietą terenu działań wojennych. W systemie ujęto kilka rodzajów możliwych przeszkód terenowych jako mających wpływ na zasady toczenia bitew. I tak nie zastrzelimy nikogo z łuku ot tak przez ścianę, bardzo skutecznie będziemy mogli obronić się przy byle przydrożnym murku, za to płynąca przez pole bitwy rzeczka utrudni nam poruszanie. Zasady ułożono na tyle elastycznie, że samo ukształtowanie [również estetyczne] pola bitwy pozostawiono graczowi. Jeśli starczy nam więc i fantazji i determinacji, możemy nawet rozegrać uproszczone [z definicji - gra ma przecież swoje ograniczenia] sceny z książek Tolkiena. I to nie tylko z 'Władcy Pierścieni', jak sugerowałaby nazwa systemu. Twórcy okazali się przewidujący i zawarli w nim także wątki odnoszące się do różnych innych czasów i miejsc w Śródziemiu. Na tych samych z grubsza zasadach możemy więc rozegrać masakrę w wyniku której wyginęły Krasnoludy Morii, a także opisaną w 'Hobbicie' Bitwę Pięciu Armii.

Żeby grać musimy podjąć kilka czasochłonnych, ale dających wiele radości czynności przygotowawczych. Po pierwsze figurki wymagają złożenia i pomalowania, bo kupujemy je w sztancach, jakie znają jak własną kieszeń miłośnicy modelarstwa. Malowanie jest całą dziedziną sztuki, na którą nie ma miejsca w niniejszym króciutkim artykule. Wystarczy powiedzieć, że w celu pomalowania nawet najprostszej figurki trzeba zaopatrzyć się w pędzle, odpowiednie farbki do modeli i należy zacząć od podkładu w neutralnym kolorze - np. czarnym lub białym. Resztę pozostawmy edukacji, cierpliwości i ciężkiej pracy. Niemniej zabawy będzie z budową terenu zmagań. Ten możemy wzbogacać makietami murków, budynków, płotów, rzek, skał i ruin. Te również będzie należało estetycznie wzbogacić. O roli tego rodzaju czynności najlepiej świadczy potężna liczba praktycznych porad na stronie internetowej producenta gry - firmy Games Workshop.

Gra ma kilka wariantów, które możemy ze sobą swobodnie łączyć. Odnoszą się one jednakże do określonych scenerii i kontekstu historii konfliktów w Śródziemiu. Każdy z wariantów zawiera w sobie podstawowy zestaw do gry oraz zestawy poboczne. I tak zestaw 'Shadow and flame' pozwala na przykład rozegrać podziemne walki w Morii, a 'Scouring the Shire' odnosi się do partyzanckich potyczek w ojczyźnie Hobbitów.

Sama w sobie rozgrywka to czysty ciąg tur, w ramach których obie strony podejmują kolejno opisane akcje. Tury, tak jak w każdym systemie bitewnym, są umownymi jednostkami czasu, w którym postacie mogą wykonać określone działania [lub też ich nie podejmować]. Żeby z powodzeniem móc rozgrywać bitwy w opisywanej grze należy przynajmniej w podstawowym stopniu zaznajomić się ze strukturą tur.

Reszta to już statystyki i wyobraźnia. Dla graczy nowych te pierwsze stanowić mogą problem. Każda z jednostek dostępnych w grze opisana jest przez określone parametry - szybkości, ataku, obrony, zasięgu oraz ewentualnych zdolności specjalnych. Bywa, że to brutalna siła stanowić będzie o sile danego modelu - nikt nie zaprzeczy, że troll na polu bitwy to potęga z jaką należy się liczyć. Nie raz jednak będzie trzeba skorzystać z owych umiejętności specyficznych. I tak Uruk Hai potrafią pikami atakować również z drugiego szeregu, Gobliny potrafią wspinać się na pionowe ściany, a czarodzieje potrafią... używać magii. Opanowanie całego tego natłoku informacji nie jest zupełnie łatwe, ale gdy już zyskamy nieco obycia, gra staje się nieco bardziej automatyczna i skupiamy się na tym co najważniejsze - zabawie.

Figurkowa gra 'Władca Pierścieni' nie jest w mojej ocenie skierowana do weteranów obeznanych z Warhammerem, ale raczej do osób początkujących. Mimo że nie można jej zasad nazwać zupełnie prostymi, to twórcy zrobili co mogli, by nie stały one na przeszkodzie na drodze ku dobrej zabawie. Mimo że 'Władca Pierścieni' jest pewnego rodzaju kompromisem, to w mojej ocenie nadal stanowi produkt na wysokim poziomie, który warto polecić. Jeśli należałoby wskazać jakieś wady, to moim zdaniem są to: cena modeli i podręczników, która na warunki polskiego młodego człowieka nie jest naprawdę niska, a także duża czasochłonność. Jednakże są to wady wszystkich bitewnych strategii figurkowych, nie przesądzające o wartości tej opisywanej.


Ilustracje pobrano z:

http://www.games-workshop.com/

Autor: PeeGee


komentarze