Historia samochodu
W dzisiejszych czasach jest jedną z najważniejszych otaczających nas maszyn. Bez niego cywilizacja XX i XXI wieku byłaby kaleka. Bez wątpienia bez samochodu w dzisiejszych czasach sobie nie poradzimy. Ale jak to się stało, przecież maszyna ta istnieje dopiero od ponad wieku?
Żeby dzieje samochodu ujmować stuprocentowo ściśle należy po krótce wspomnieć o pomysłach związanych z rozwojem transportu za pomocą maszyn parowych. Co jest takiego w samochodzie, że wyróżniamy go spośród innych maszyn poruszanych siłami przyrody? W szczególności czym różni się od parowozu? Różnica jest dość oczywista i nie każdy współczesny człowiek uświadamia sobie jej rewolucyjność. Pojazdy poruszane całkowicie mechanicznie zeszły bowiem z torów i pozwoliły jechać pasażerom tam gdzie sobie zażyczą.

W 1769 roku pan Cugnot poczynił jedną z pierwszych, niestety całkowicie nieudaną próbę skonstruowania ciągnika artyleryjskiego wyposażonego w wielki parowy kocioł, który miał go napędzać. Dziś nikt nie wątpi, że wojsko często jest źródłem postępu w tym jednak wypadku skończyło się na efektownej kolizji pojazdu ze ścianą i projekty na dłuższy czas porzucono. Wynalazek pana Cugnota jako odważnego pioniera możemy jednak odnotować.
Nie bez racji będzie wspomnieć o pojeździe Thomasa Rickettsa, który zbudował parową maszynę do transportu prywatnego. Mimo iż w roku 1858 coraz powszechniejsze stawały się parowe autobusy i kolej, było to coś zupełnie nowego. Nadal jednak mówimy o parze, a ta ma swoje konieczne ograniczenia. Jest niewygodna, wymaga opału i wody, jest gorąca i nie daje dużej mocy. Czas rewolucji transportu wciąż jest przed nami. I tą próbę jednak odnotujmy.


W 1886 r., nadal wszystko było zupełnie inne niż dziś, mimo że sukcesywnie pełzniemy po osi czasu w kierunku czasów współczesnych. Tych stosunkowo niedawnych czasów dzisiejszy człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić z pełną wyrazistością. A w tym właśnie roku dwóch szalonych czarnoksiężników postępu opatentowało swoje pomysły. Mowa o panach Gottliebie Daimler i Karlu Benz. Jeśli brzmi to dla ciebie znajomo drogi czytelniku, to potwierdzam - nazwiska protoplastów motoryzacji do dziś są wielce popularną, szacowną marką. Nie bez racji substancja którą lejemy do naszych baków nazywa się benzyną. Pomysły Daimlera i Benza różniły się nieco, ale ich założenie było podobne. Daimler skupił się na odtworzeniu karety konnej bez konia, natomiast Benz chciał stworzyć typowo komercyjny osobowy i zwrotny pojazd o0 trzech kołach. Ten ostatni został nazwany dość oczywistym mianem - 'Motorwagen'.

A nie tylko oni przeszli do legendy techniki użytkowej. Już trzy lata później pan J. B Dunlop, Szkot z pochodzenia, wynalazł ogumienie pneumatyczne. Bez jego teoretycznie drobnego wkładu cała sensowność wynalazku silnika benzynowego mogłaby stanąć pod znakiem zapytania. Koło z ogumieniem było pomysłem dość wczesnym - niemal równoczesnym z samym samochodem. A jednak nie wypełniona powietrzem guma tylko odrobinkę podnosiła komfort jazdy i chroniła całość przed stopniowym zużyciem w wyniku wstrząsów.
Żeby stuprocentowo ściśle potraktować temat należy wspomnieć o Siegfriedzie Marcusie z Wiednia, który w 1874 roku poruszał się po jego ulicach pojazdem niezwykle podobnym do tego, o którym mowa powyżej. Auto pana Marcusa jeździło jednak na gaz węglowy. A jednak mimo wszystko nie na parę - i dzięki temu ów wynalazca zasługuje na wejście do panteonu gwiazd nauki. Niestety piekielna maszyna, którą zbudował robiła tak wielki hałas, że okoliczni mieszkańcy wymusili spokój z pomocą władz. Niestety możemy Siegfrieda Marcusa dopisać również w poczet osób które przyczyniły się zupełnie nieświadomie do rozwoju prawa wykroczeń.

Pierwszy amerykański samochód za sprawą braci Duryea został zbudowany w 1893 roku. Był on z grubsza rzecz biorąc kopią pomysłu panów Daimlera i Benza. Nie byłoby w tym nic niezwykłego - w końcu tak jest zawsze w przypadku gdy ktoś zaproponuje dobre rozwiązanie, a zdobędzie ono światową sławę. Stany Zjednoczone jednak już niebawem staną się największym demonem postępu motoryzacji. Dlatego tak wczesne ich włączenie się do wyścigu konstruktorów dobrze jest sobie uświadamiać.

Ktokolwiek widział na własne oczy jak powstaje kompletny, działający samochód nie może nie docenić wkładu pana Henrego Forda. Jest to praca straszliwa, gdyż nawet najprostszy, najbardziej prymitywny samochód to maszyna skomplikowana, w której wiele elementów jest współzależnych, a ich złe powiązanie może nie tylko nie zadziałać. Może te zabić. Pan Ford wymyślił i wprowadził w czyn produkcję seryjną samochodu. Z tym pomysłem otworzył firmę - Ford Motor Company. A jego dziecko - Ford T był pierwszym autem 'z taśmy'. Choć trzeba przyznać, że jeszcze wcześniej mamy do czynienia ze słynnym Oldsmobile, którego ojcem był Ransom Olds. Dziś auto fabryczne nie jest już marzeniem, ludzie na całym świecie zazdrością oglądają się za ekskluzywnymi, limitowanymi,wykonanymi na zamówienie egzemplarzami W roku 1913 jednak wynalazek taśmy produkcyjnej dawał nadzieję wszystkim - przemysłowcom wielki zarobek, a nabywcom na to, że auta będą dostępne w nieco większej ilości. Długo jeszcze bowiem na taki luksus mogli sobie pozwolić tylko bogacze. Pana Forda możemy zapamiętać też dzięki konstrukcji Quadricycle, którą zbudował już w 1896 r. [a może nawet wcześniej, ale nie ma na to dowodów], a która przypomina z grubsza typ pojazdu braci Duryea.

Za biznesowymi pomysłami Forda poszedł wielki amerykański przemysł. Już niebawem zaczęło się szaleństwo pod wspólnym szyldem General Motors, który to gigant produkował w swoim czasie różne samochody na różne rynki. Przez to też - dla różnych odbiorców. Troszkę klimat pierwszej połowy XX wieku przypominał przez to obecny. Można było poznawać klasy społeczne po autach, którymi kierują - czy będzie to Chevrolet, czy Cadillac.
Nie każdy zdaje sobie sprawę, że pewien poboczny wątek prac konstruktorów w dziedzinie motoryzacji an zawsze odmienił rolnictwo. Dzięki zastosowaniu silnika o daleko większej mocy, kosztem prędkości udało się w Stanach Zjednoczonych rozwinąć ideę ciągnika rolniczego. Zanim znalazł się na każdej wsi w kulturze zachodniej traktor musiał powoli udowadniać swoją przydatność. Dziś maszyny te tylko w minimalnym stopniu przypominają samochody, ale przysłany do pomocy Francuzom po I wojnie światowej typ Emerson był podejrzanie podobny do coraz powszechniej widywanych na ulicach aut.

1925 rok to rok dumy europejskiej techniki. Jak dotąd Stany Zjednoczone wyprzedzały Stary Kontynent w niemal każdej dziedzinie związanej z motoryzacją. I nagle pan Andre Citroen po wielu trudnościach skonstruował pierwszy europejski egzemplarz samochodu o jednoczłonowej, całkowicie metalowej karoserii. Mimo że zakład po śmierci konstruktora został wchłonięty przez wielki przemysł, Citroen zdecydowanie zalizany jest do samochodowej hagiografii. Największy boom na produkcję europejskich samochodów przypadał na lata powojenne.
Jeszcze przed II wojną światową mamy do czynienia z rozwinięciem idei niemal tak starej jak samochód - z pomysłem wyścigu jako rywalizacji maszyn i ich kierowców. Początkowo auta wyścigowe przypominały bardzo mocno zwykłe drogowe modele, nie zawierające jednak akcesoriów dodatkowych. Z biegiem lat idea ulegała rozwojowi. Wyprzedzając nieco przyjętą w niniejszym artykule oś czasu pozwolę sobie zauważyć, że od czasu powołania do życia w latach '50 XX wieku wyścigów w kategorii pojemności 500 cm sześciennych samochód wyścigowy w sposób ewidentny stał się odrębną maszyną. Tą linią ewolucji doszliśmy do tak różnych, bardzo ciekawych pomysłów jak Ferrari T4 z 1979 r., który już bezpośrednio poprzedza potwory oglądane dziś w wyścigach Formuły 1.
Wartym odnotowania jest powstanie niemieckiego samochodu marki Volkswagen, którego wersje rozwojowe znamy dziś jako półmuzealne obiekty, a jednak wciąż sprawne i poruszające się po drogach - 'garbusy'. W swoim czasie auto nie tylko było nowoczesne [silnik umieszczony z tyłu, poprawiające jakość jazdy półosie zamiast dwóch osi, opływowy kształt], ale też przede wszystkim - skierowane do odbiorcy masowego. Stąd też jego nazwa, która po dziś dzień stanowi ważną na rynku markę - 'Samochód dla Ludu'.
Obecnie wiele samochodów zawiera przynajmniej opcjonalną możliwość zastosowania napędu na gaz zamiast benzyny. Tego rodzaju intrygujące rozwiązanie bardzo mocno rozwinęło się pod ekonomicznym przymusem II wojny światowej, która bardzo skutecznie wyssała z obrotu komercyjnego paliwo tak bardzo potrzebne do działań wojennych. Na szczęście dla wielu portfeli jednak po zakończeniu zmagań wojennych pomysł przetrwał i rozwijał się, do dziś możemy korzystać z jego dobrodziejstw, jako że gaz pędny mimo że jest mniej dostępny, występuje w dużo atrakcyjniejszych cenach niż inne paliwa.
Bardzo ciekawym zjawiskiem kulturowym było pojawienie się około 1950 roku w dużych miastach [szczególnie w Europie] mikrosamochodzików, które zajmowały niewiele miejsca i były łatwe do parkowania. Przykładem takiego rozwiązania była Isetta. W tamtych czasach uważano, iż miasta stają się zbyt zatłoczone, a ruch zbyt gęsty. Zdaniem ekspertów Epicentrum Kałuży świadomość społeczna powróciła do tego poglądu, co widać w niektórych obecnie lansowanych typach malutkich dwuosobowych pojazdów. Są one w istocie rozwinięciem pomysłów z tamtych lat. Z jedną różnicą - podana jako przykład Isetta i jej naśladowcy mieli po 3 koła.

Obywatele USA począwszy od roku 1960 znaleźli się w okresie ewidentnego dobrobytu, w którym takie przyziemne problemy jak paliwo rzadko dawały o sobie znać. Z tego czasu pochodzi nie tylko kilka najpopularniejszych na świecie wersji aut takich marek jak Cadillac. Przede wszystkim w tym czasie jesteśmy świadkami szalonego rozwoju kultury jazdy i kultury samochodu w ogóle. Przedstawiciele klasy średniej zawsze swoje auta kochali. Kiedy jednak coraz młodsi kierowcy zaczęli wyjeżdżać na drogi, posiadanie dobrego, ładnego egzemplarza pojazdu stało się celem bardzo pożądanym. W tych też latach mniej więcej w dziedzinie samochodów typowo komercyjnych wyodrębniły się trwale powszechne dziś typy takie jak kombi [który po wsze czasy zyskał status auta rodzinnego], van, czy coupe.

Koniec wieku XX moim skromnym zdaniem będzie zawsze pamiętany jako złoty okres motoryzacji. W ciągu życia jednego pokolenia osiągi aut nie tylko się poprawiły. One się wręcz zwielokrotniły. Nie jest przypadkiem, że auto możliwe do zakupu na wolnym rynku jest w stanie przekraczać nawet trzykrotnie największe ograniczenia prędkości. Po raz pierwszy w drugiej połowie wieku zaczęto stuprocentowo poważnie traktować problem bezpieczeństwa pasażera i kierowcy. Na rynku zaś zaczęły funkcjonować pewne ośrodki handlu, które konkurują w ściśle wyznaczonych dziedzinach. Zwróćmy bowiem uwagę, że auta produkowane na różnych kontynentach są bardzo do siebie zbliżone wyglądem, kształtem karoserii i konstrukcją silnika. A jednak każdy z ośrodków wypracował sobie konkretną renomę. Auta amerykańskie uważane są na straszliwie paliwożerne, ale wygodne. Europejczycy jako konstruktorzy odbierani są jako ludzie solidni, robiący maszyny niezbyt urodziwe, za to niezawodne. Relatywnie młody rynek azjatycki daje auta ładne, o dobrych osiągach, ale z kolei delikatne. Należy odnotować, że rynek japońskich producentów jest dziś jednym z bardziej liczących się, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu po prostu nie istniał.
Dokąd zmierzamy w rozwoju samochodu? Nie jest prosto to przewidzieć. Możliwych dróg rozwoju jest przynajmniej kilka. Wszystko zależy od rozwiązania problemów napędzania aut oraz coraz większego wzrostu ich liczby. Niektóre modele konstruowane są jako wielkie kompleksy wygód na dalekie trasy. Inne mają zajmować jak najmniej cennego miejsca parkingowego. Inne jeszcze są przede wszystkim tanie, kosztem jakości i komfortu. Nie wykluczone że w najbliższych latach zaobserwujemy kolejny przełom i wyodrębnienie się zupełnie nowej gałęzi motoryzacji.


W powyższych rozważaniach nie ujęliśmy jak dotąd ciekawego zjawiska, które wryło się w kulturę niemal każdej dziedziny techniki. Chodzi tu o magię rekordu. Od początków motoryzacji mamy do czynienia z odrębną kategorią pojazdu, który istnieje tylko po to by być rekordy. Najczęściej chodzi o rekordy prędkości. Gdy przyjrzeć się niesamowitym konstrukcjom takim jak choćby Blue Flame [rekord zawrotnej prędkości 1001,45 km/h w 1970 roku], łatwo dojdziemy do wniosku, że krótka chwila chwały i niesamowitego niebezpieczeństwa jest jedyną racją ich bytu. W samochodzie jest coś jednak na tyle niesamowitego, że tego rodzaju maszyny wciąż są budowane i najprawdopodobniej będą budowane w przyszłości.

Zupełnie też odrębną, acz rozwojową dziedziną motoryzacji są auta napędzane energią odnawialną. Eksperci Epicentrum Kałuży bardzo chwalą ideę ekologicznego przemieszczania się, ale wiele jeszcze trzeba w tym przedmiocie zrobić, przede wszystkim w dziedzinie dostępności takich pojazdów oraz części do nich. By wzbogacić naszą kronikę motoryzacji warto jednak odnotować że jedną z bardziej znanych i udanych prób [mimo ze wizualnie samochód ów kojarzy się z serialami science - fiction] był pojazd Paula McCready z 1987 r. Do dziś jednak buduje się ich coraz więcej i rośnie też zainteresowanie takimi sposobami poruszania. Dość wspomnieć, że w poruszaniu kół za pomocą elektryczności od lat nie am nic egzotycznego. Każdy z nas zna chyba widok wózka golfowego czy używanego w dużych zakładach Melexa. Od elektrycznego akumulatora już tylko krok do pomysłów na jego ładowanie.
Powyższy krótki rys historii samochodu to jedynie kropla w przepastnym morzu dziejów tej bardzo potrzebnej i bardzo ciekawej maszyny. Bogata historia i wielość odmian są najlepszym dowodem, że człowiek zżył się ze swoim najważniejszym pojazdem i pozostanie z nim prawdopodobnie na dobre i na złe.
Aurot: PeeGee
Bibliografia:
Larousse - Encyklopedia dla młodzieży, Warszawa 1991
Tak żyli ludzie - historia Francji, Wydawnictwo Dolnośląskie
Świat wczoraj i dziś: Wszystko o samochodach - Warszawa 1994
Patrzę, podziwiam, poznaję - Samochody - Warszawa 1998
Ilustracje:
http://anjulsahu.googlepages.com/
http://static.howstuffworks.com/
komentarze