Literatura

Tytuł: Diuna

Autor:Frank Herbert

Rok wydania: 2007

Gatunek: science - fiction, elementy fantasy



Z klasyką mierzyć jest się bardzo trudno. Autor niniejszej recenzji zaznacza że nie jest ona produktem tupetu, czy przesadnej wiary w recenzenckie zdolności. O 'Diunie' napisano bowiem tyle materiałów, że sama lista ich tytułów przerosłaby objętość pierwszej części książki [nadmienię że obszernej]. Upływ czasu sprawia jednak, e coraz bardziej praca pana Herberta staje się archetypem, mityczną pracą znaną powszechnie, ale nie koniecznie czytaną. Wydaje się więc, że nie ma nic złego w tym, by jeszcze raz do niej powrócić.

Tytułowa Diuna to nazwa nieco myląca, pod którą kryje się ni mniej ni więcej tylko cała pustynna planeta [jej inna używana nazwa to Arrakis]. Na pierwszy rzut oka zupełnie nieatrakcyjna, ale w gospodarce kosmicznej ważna, bo powstaje na niej jedyny w swoim rodzaju surowiec - przyprawa, bez którego utrudniona lub nawet niemożliwa jest międzyplanetarna nawigacja. Na tą trudną, ale istotną planetę zwracają się oczy całego kosmicznego imperium, gdy dotychczas grający niemalże pierwsze skrzypce ród Atrydów w wyniku dworskich intryg zmuszony jest najpierw przenieść się na jej powierzchnię, a potem stawić czoła swym największym wrogom - rodowi Harkonnenów.

Brzmi jak typowa fantastyczna paplanina będąca pretekstem do krwawych przygód i emocjonujących zwrotów akcji? Powiem czytelniku, że w pewnej części tak właśnie jest. Bo 'Diuna' to science - fiction nie tyle techniczne [jak choćby prace Asimova], co zanurzone głęboko w stylistyce fantasy. Połączenie wydawałoby się ryzykowne, a jednak daje niesamowity efekt i buduje klimat utworu. W efekcie otrzymujemy bowiem rozbudowaną dworską intrygę, ciekawy świat Arrakis z całkiem odważnie opisaną biologią oraz społeczeństwem oraz bardzo nietypowe jak na gatunek fikcji naukowej tempo akcji. Wydarzenia brną bowiem jakby z wolna naprzód, po kolei bardzo dokładnie objaśniane przez narratora, a także bohaterów w dialogach.

Głównym bohaterem 'Diuny' jest Paul młody książę pochodzący z niemal wyniszczonego rodu Atrydów, który zmuszony jest ukrywać się pośród niegościnnej pustyni, cały czas myśląc o zemście na Harkonnenach. I tu jednak nie jest wszystko takie proste, bo autor zrezygnował ze schematów typowej opowieści o zemście. Zaprezentował w zamian dość pogłębione studium, w którym czytelnik powoli, czasem mozolnie, pozna wszystkie postacie dramatu, dowie się jak doszło do tragedii, która odmieniła los Paula i zabrała mu ojca, a potem zaobserwuje przemianę tego dynamicznego bohatera. Sporo też dowiemy się o postaciach negatywnych.

Te zaś w mojej ocenie stanowią jedna z mocnych stron Franka Herberta. Mniej więcej ćwierć powieści to dialogi i opisy poświęcone Baronowi Vladimirowi Harkonnenowi, jego rodzinie i świcie oraz jego planom zyskania wiodącej pozycji w znanym Wszechświecie. Autorowi przy tym udała się sztuka niezmiernie trudna moim zdaniem - pokazać postać negatywną tak by była naprawdę negatywnie oceniana przez czytelnika, a zarazem jednak ciekawa i zajmująca. Udało się ominąć przy tym pewien schemat bohatera negatywnego, którego da się lubić bardziej od głównej postaci - częstą zmorę pisarzy.

Podróż jaką przyjdzie odbyć uciekającemu Paulowi wraz z należącą do tajemniczego zakonu Bene Gesserit matką też nie do końca dotyczyć będzie tylko jego samego. Każde kolejne wydarzenie wprowadzi nas w arcyciekawy i jak się okazało - komercyjnie płodny świat Arrakis. Kto lubi w literaturze fantastycznej inspiracje z rzeczywistej historii powszechniej nie będzie zawiedziony. Planetę zamieszkują bowiem ludzie do złudzenia przypominający pustynne plemiona Sahary - twardzi, zasadniczy, ale odważni i niezależni Fremeni. To oni właśnie [nie bez trudności] przygarną i pokochają bohatera, a on dzięki nim będzie chciał odebrać należną pomstę i miejsce w świecie. Kto chce poznać mentalność Beduinów, powinien sięgnąć po 'Diunę'.

Autor stworzył też swój świat w sposób podobny jak uczynił to Tolkien - kompleksowo i konsekwentnie. Tytułowa planeta bowiem ma bardzo szczegółowo przemyślany ekosystem, w którym należne miejsce zajmują potwornych rozmiarów beznogie piaskowe robaki - czerwie. Bardzo interesująco też zaprezentowano znaczenie wody na wysuszonym niemal na wiór globie, gdzie ludzie żeby żyć potrzebują aparatury oczyszczającej wodę z ich własnych wydzielin.

W tych wszystkich smaczkach i ozdobnikach nie zagubiła się jednak historia - dość mocno zagmatwana, ale po kilku rozdziałach doskonale czytelna i rozwijana przez autora w sposób zajmujący i ciekawy. Wydaje się też, że kończąc opisywany tu pierwszy tom, pan Herbert miał już w zamyśle kolejne, które składają się na dość rozbudowaną serię.

Gdyby wymienić wszystkie mocne strony 'Diuny' należy zaznaczyć przede wszystkim, że jest to science - fiction nietypowe, bardzo przemyślane, a przy tym spychające na plan dalszy techniczne nowinki kosztem atmosfery dziwnych miejsc i obcych obyczajów - która jest w utworze wszechobecna. 'Diuna' nie jest przez to książką łatwą. Natomiast do niepodważalnych zalet tego klasyka zaliczyć trzeba kulturową otoczkę zarówno pustynnego świata Arrakis, jak i władającego nad nim imperium, które ze swoimi intrygami i przepychem do złudzenia przypomina Bizancjum, może troszkę również starożytną Persję.

Wypada powiedzieć dobre słowo na temat tłumaczenia i w ogóle wydania pochodzącego z 2007 roku z wydawnictwa Rebis. Kosztowna, gruba księga jest w tej odsłonie bardzo miło ilustrowana przez Wojciecha Siudmaka i przetłumaczona z polotem, z zachowaniem unikalnego klimatu oryginału.

Nie bez racji książka [i cały cykl] doczekała się wielu adaptacji, z których wymienić warto nakręcony w 1984 roku film, a także cykl gier, z których na łamach Epicentrum Kałuży znalazła się już 'Dune II'.

Podsumowując, uważam że sława 'Diuny' jako klasyka science - fiction nawet po latach jest nadal zasłużona. Książka potrafi wciągnąć i dać wiele od siebie zarówno czytelnikowi obeznanemu z gatunkiem, jak i zaczynającemu kosmiczną przygodę. Rzadko się zdarza, by jeden utwór i to w konwencji fikcji naukowej trafiał do szerokiego grona odbiorców, a przy tym był tak dobrze przemyślany. Absolutnie polecam każdemu kto jeszcze z cyklem nie miał styczności.

Autor: PeeGee


komentarze