Tytuł: Historia Lisey
Autor: Stephen King
Rok wydania: 2009
Gatunek: groza, powieść psychologiczna, opowieści niesamowite
Bohaterami książek z gatunku grozy rzadko są kobiety. I pewnie nie jest to przypadek, biorąc pod uwagę jak niewiele kobiet zajmuje się twórczością w tym zakresie. Z drugiej strony w mentalność płci przeciwnej wcale nie jest łatwo się wczuć i wielu pisarzy unika tego typu rozwiązań w przeświadczeniu, że próba taka jest ryzykowna. Stephen King w 'Historii Lisey' zaryzykował.
Tytułowa Lisey, to wdowa po panu Scotcie Landonie - sławnym pisarzu. Mąż jej był osobą znaną powszechnie, a jednak tylko z małżonką nawiązywał naprawdę intymny intelektualny kontakt, z nią dzielił tajemnice. Przed resztą świata występował jako energiczna, błyskotliwa postać. Jedynie Lisey znała mroczną przeszłość swojego wybranka - lata dziecięce spędził on wraz z bratem w domu szalonego, agresywnego ojca. W jakiś czas po śmierci męża bohaterka zaczyna zauważać, że w jej umyśle odzywa się pewien głos, a ona sama podejmuje różne na pierwszy rzut oka nieracjonalne działania, jakby była kierowana z zewnątrz. W ty miejscu zaczyna się akcja utworu.
Jak to u pana Kinga bywa będzie dużo niesamowitości i grozy. Groza ta będzie miała źródło materialne, ale jej prawdziwa siła napędowa w 'Historii Lisey' [jak i w innych książkach autora] pochodzić będzie z psychiki i ludzkich lęków. To co nietypowe dla twórczości płodnego pisarza jakim jest King - omawiana powieść zawiera bardzo dużo psychologicznych dygresji czynionych przez bohaterkę. Właściwie miałem wrażenie, że całkiem ciekawa historia była jedynie pretekstem dla zaprezentowania głębi uczuć małżeńskiej miłości, grozy dawno zapomnianych tajemnic, trudności z jaką przychodzą wyznania.
I tu niestety według mnie zaczynają się schody. Lisey to kobieta inteligentna, ale wyposażona przez autora w denerwującą cechę. Im bardziej bowiem zagłębiamy się w aurę tajemniczości owiewającą Scotta, tym bardziej bohaterka zaczyna odrzucać odpowiedzi na powstające pytania, opierać się i wycofywać z obranej drogi. Dochodzi w mojej ocenie do paradoksalnej sytuacji - czytelnik bardzo mocno zżywa się z postacią zmarłego męża bohaterki i koniecznie chce poznać całość złożonej historii, ale przeszkadza mu w tym główna bohaterka. Zabieg ten przewijający się przez całą rozciągłość powieści był dla mnie naprawdę nieznośny. Miałem wręcz wrażenie, że bardzo ciekawą opowieść można by z powodzeniem snuć na dwudziestu stronach, gdyby nie wysiłki Lisey by mi czytanie utrudnić w sposób maksymalny. W ten sposób powieść osiągnęła [w wydaniu które miałem okazję poznać] około 500 stron.
Nie po raz pierwszy w książce Kinga pojawia się motyw słowotwórstwa jako reakcji na potrzebę wyrażenia nietypowych emocji, czy obcych normalnemu porządkowi świata obrazów. Lisey i Scott stworzyli sobie nawet swój własny język, który rozumieli tylko oni. Po lekturze 'Historii Lisey' będziemy mieli szansę zrozumieć go i my. Niestety również w tym miejscu spotkał mnie zawód. Słowotwórstwa autor moim zdaniem nadużył - 'smerdołów', 'bafów', 'zników' i 'złamazi' [opieram się na polskim tłumaczeniu] jest takie nagromadzenie, że cały początek utworu i obszerne jego fragmenty około środka są nieczytelne i przypominają zwykły bełkot. To, że za niezwykłymi słowami stoi bardzo konkretny sens, dowiadujemy się stopniowo i z mozołem. Technika ta to z pewnością wyraz ambicji autora. Mi jednak nie przypadła do gustu.
Nieco lepiej natomiast 'Historia Lisey' wypada jako obraz stosunków międzyludzkich. Szczególnie spodobała mi się zaprezentowana wizja kontaktów bohaterki z siostrami, które co do jednej są postaciami ciekawymi i skutecznie ożywiają akcję i fabułę. Szczególnie ciekawy był dla mnie wątek Amandy, którego przebiegu nie zdradzę, by nie psuć zabawy naszemu [i Kinga] drogiemu czytelnikowi.
W podsumowaniu 'Historia Lisey' wypada niestety słabo na tle innych utworów autora [jak choćby opisywanych już przez nas: 'Bezsenności' i 'Ręki Mistrza']. Jest trudna w odbiorze, a po przebrnięciu przez skomplikowany język i utrudnianą przez tytułową bohaterkę narrację otrzymujemy historię interesującą, plastyczną, ale w istocie dość typową dla książek Kinga. Polecam zatem tylko wyrozumiałym wielbicielom grozy podszytej psychologią. A w szczególności zatwardziałym fanom Stephena Kinga. Pozostali zaś dużo lepiej będą bawić się z innymi utworami spod pióra tego pana.
Autor: PeeGee
komentarze