Tytuł: Cat Shit One
Autor: Motofumi Kobayashi
Wydawca: Softbank Publishing
Wydanie: 1998
Wydawca polski: Waneko
Liczba tomów: 4
Gatunek: komiks wojenny, historyczny, akcja

Utwór o malowniczym tytule 'Cat Shit One' opisujemy w kategorii 'Manga i Anime' ze względu na jego japoński rodowód oraz fakt, że komiksowi wojennemu zdecydowanie bliżej do gatunku manga niż do powszechnie pojmowanej literatury.
Wojna wietnamska była przeżyciem na tyle tragicznym, że dała początek całkiem odrębnej gałęzi literatury wojennej, a obok niej - szerokiej rodzinie tworów plastycznych. Różnego rodzaju utwory nawiązujące do dziejów tego konfliktu powstają do dziś.
Pierwszy mój kontakt z komiksem 'Cat Shit One' był niemałym zaskoczeniem. Wykonanie graficzne sugeruje jakby utwór przeznaczony był dla młodszego odbiorcy. Na okładce w bojowych pozach prężą się bowiem całkiem słodko wyglądające króliki. Już kilkuminutowa lektura szybko wyprowadza nas z błędu. 'Cat Shit One' to rasowa opowieść wojskowa, w której skupiają się elementy techniczno - militarne, wątki życia prywatnego w warunkach wojny oraz pewien rys historyczny przedstawianych wydarzeń. Przedstawiona jest jednak w sposób jedyny w swoim rodzaju [mimo iż sama idea personifikacji zwierząt jest już przecież mocno ograna]. Każdy gatunek prezentowany w komiksie odpowiada z grubsza innej narodowości, która w taki czy inny sposób odegrała rolę w wydarzeniach na Dalekim Wschodzie od końca lat '50, do początku '70.
W ten oto sposób króliki symbolizują Amerykan, Wietnamczycy są kotami, Rosjanie to Niedźwiedzie, a Japończycy - małpy. Będziemy mieli też okazję przyjrzeć się działaniom Brytyjczyków w formie myszy, Chińczyków występujących jako pandy, czy też obserwować w działaniu Francuzów jako świnie. Bardzo przypadł mi ten dobór do gustu, tym bardziej że autor całkowicie pozbawił go infantylizmu. Dobór gatunków nie ma bowiem nic wspólnego z ocenami moralnymi. Do tych czytelnik dojdzie sam [a czasem wręcz będzie mu trudno takowe sformułować - jak to w przypadku relacji historycznych bywa].
Z jednej strony pomysł wydawać się może nieco kontrowersyjny. Z drugiej jednak ma on moim zdaniem niepodważalny walor praktyczny - przynależność narodowa [uwaga - nie oznacza to zawsze przynależności do strony konfliktu wietnamskiego] danego bohatera jest czytelna z miejsca. Nie trzeba marnować cennego miejsca na wyjaśniające dialogi, czy komentarze narratora.
Ciężko w serii 'Cat Shit One' mówić o jakiejkolwiek zwartej liniowej akcji. Jest ona bowiem bardziej ciągiem chronologicznie ułożonych historii z życia opisywanych bohaterów. Wiele wskazuje na to, iż w komiksie jest bardzo mało elementów fikcyjnych, a wydarzenia, postacie i fakty są z reguły autentyczne. Tym bardziej, że do czynienia mamy z najprawdziwszym tłem historycznym [opisywane są operacje wojskowe, o których rzeczywiście głoszą podręczniki]. 'Cat Shit One' jest także wspaniałym podręcznikiem dla początkujących dotyczącym taktyki i sprzętu stosowanego w latach '60. Wywody narratora na temat poszczególnych zabójczych zabawek oraz komentarze do otrzymywanych rozkazów i działań bohaterów bardzo przypadły mi do gustu. Dużo przeczytamy też przeróżnych skrótów, slangowych określeń i technicznego żargonu [a wszystko zostanie nam naprawdę przyzwoicie wyjaśnione]. Nawet sam tytuł serii nie jest niczym innym jak parafrazą żołnierskiego obraźliwego powiedzonka, które stało się potoczną nazwą oddziału amerykańskiego, wokół którego rozgrywają się główne wydarzenia akcji.
Kreska jest ciekawa i dość charakterystyczna, gdyż na jednej ilustracji potrafi łączyć elementy fantastyczne [postacie uczłowieczonych zwierząt] i realistyczne [krajobrazy, sprzęt wojskowy, zabudowania]. Bardzo dobre wrażenie robi mimika bohaterów, która pozwala ich od siebie odróżniać w dostatecznym stopniu. Swoją drogą bohaterowie ci są z reguły charakterystyczni i czytelnik potrafi ich polubić i zżyć się z nimi. W komiksie mamy do czynienia z pewnego rodzaju bohaterem zbiorowym, gdzie żadna postać nie wybija się zdecydowanie ponad inne. Jeśli jednak trzeba już wskazać postacie centralne, to będą nimi członkowie amerykańskiego oddziału rozpoznawczego, których losy będziemy mieli okazję obserwować najczęściej.
Co ciekawe, wbrew moim oczekiwaniom 'Cat Shit One' nie jest jednym z tych celowo obrazoburczych utworów, w których przyjazna fizjonomia postaci odpowiada wyuzdanej brutalności obecnej na każdym kroku. Wojna w tym wydaniu jest oczywiście przeżyciem tragicznym i niebezpiecznym, ale przedstawiana jest bardziej z gawędziarskim zacięciem, niż z tendencją do babrania się w anatomicznych szczegółach. Nie zobaczymy wiele krwi, kalectwa i bólu. Odczujemy bardziej obraz wojny jako starcia ideologii i postaw życiowych bohaterów po obu stronach frontu. Można traktować to jako wadę lub zaletę, moim zdaniem jednak pewne złagodzenie służy refleksji, a ponadto sprawia, że komiks może być kierowany też do odbiorcy bardziej wrażliwego.
Moje odczucia na temat całej [zamkniętej już] serii 'Cat Shit One' są jednoznaczne. Jest to bardzo solidny przykład komiksu wojennego, który wnosi wiele nie tylko w zakresie rozrywki, ale przekazuje pewną wiedzę historyczną, nie aż tak głęboko ukrytą pod zwierzęcymi twarzami bohaterów. Polecam zdecydowanie każdemu miłośnikowi komiksu i osobom lubującym się w opowieściach wojennych. 'Cat Shit One' można nie lubić, ale jako utwór nowatorski w dobrym tonie jest poznać.
Autor: PeeGee
komentarze