Muzyka

Wykonawca:Arianna Savall wraz z zespołem

Impreza: Zachodniopomorskie Morze Muzyki

Data: 29 września 2010 roku

Gatunek: muzyka ludowa wielu kultur aranżowana na nowo

Wielbiciel muzyki musi być przygotowany by od czasu do czasu poobcować z gatunkami innymi, niż te do których jest przyzwyczajony. Jednakże pozostaje zawsze niepewność - czy na pewno będziemy w stanie cieszyć się tak odmiennymi smakami prezentowanymi przez tak odmiennych wykonawców?

Z podobnymi przemyśleniami szedłem na odbywający się w Filharmonii Szczecińskiej dnia 29 września 2010 roku koncert Arianny Savall, który odbył się w ramach imprezy Zachodniopomorskie Morze Muzyki. Pani Savall jest harfistką i właśnie harfę dostrzec można było jako pierwszy i najważniejszy zwiastun występu stojący cicho na scenie. Pewnym zaskoczeniem dla nie przygotowanego merytorycznie słuchacza było, że wraz z wykonawczynią zasiadło na niej jeszcze trzech panów. Cała czwórka, jak się wkrótce okazało, tworzy bardzo zgrany, uzupełniający się zespół - Pani Savall prócz harfy obsługiwała jej mniejszą siostrę, śpiewała też bardzo ładnym, czystym sopranem; pozostali również zmieniali czasem instrumenty, jednakże ich role były z góry określone - różne typy gitary, tradycyjne skandynawskie skrzypce i śpiew tenorowy oraz instrumenty perkusyjne.

Zaskoczeniem dla publiczności były serwowane publiczności łamaną angielszczyzną opowieści na temat utworów. Niestety były niedostępne w treści osobom nie posługującym się tym językiem - organizator koncertu nie zadbał bowiem o przygotowanie programów. Ja sam miałem przyjemność rozumieć o czym państwo mówią, a było to wielce zajmujące. Opowieść podejmowana była przed każdym blokiem tematycznym, na jakie podzielono występ. Treść zaś obejmowała teksty utworów oraz ich pochodzenie. Można było posłuchać na przykład o tym, że pewien śpiewany w zupełnie obcym języku utwór jest o miłości żeglarza do kobiety i o propozycji długiego rejsu, inny zaś o budowie wikińskiego drakkara - długiego statku, który wypłynąć miał na podboje i grabieże. Przyznam szczerze, że krótkie komentarze niepomiernie zwiększyły wartość występu, pozwoliły jeszcze bardziej wczuć się w przekaz.

Ale przyznać trzeba, że muzyka broniła się sama. Przede wszystkim za sprawą bardzo sprawnego wykonania. To jednak nie mogło być zaskoczeniem dla jakiegokolwiek bywalca filharmonii - było natomiast novum dla autora niniejszego tekstu, który występy na żywo widuje najczęściej w formie koncertów rockowych i metalowych. Utwory były nieraz niezwykle złożone, składały się z wielu części. Z kolei były niezwykle bogate melodycznie i ubarwione środkami wyrazu z różnych biegunów muzycznych. Czasem brawurowo śpiewały ludzkie głosy, innym razem instrumenty perkusyjne podkreślały rytm w nietypowy sposób, jeszcze innym razem popis dawała harfa lub gitara. Od strony technicznej było więc na co popatrzeć.

To co było naprawdę w muzyce pani Savall i jej towarzyszy niezwykłe to jednak jej głębia. W mojej ocenie aranżacje i dobór utworów w blokach były pierwszorzędne. Melodie były z jednej strony przystępne, a z drugiej bardzo nietypowe dla ucha nie osłuchanego z wytworami różnych kultur muzycznych. A pani Savall sięga do naprawdę wielu - w oglądanym przeze mnie występie zaczerpnęła z dorobku muzyki Skandynawii, przeniosła słuchacza do Katalonii, Meksyku i na Wyspy Brytyjskie, zahaczając też o bardzo popularną muzykę irlandzką. Inspiracji było wiele, ale utwory były tak sprytnie zaaranżowane, że podróż w inny krąg kulturowy nie powodowała dysonansu z poprzednimi utworami.

Omawiany występ ma w mojej ocenie wartość dwojaką - z jednej strony był kapitalnym widowiskiem muzycznym, z utworami które są różnorodne, obiektywnie estetyczne, a przy tym perfekcyjnie wykonane. Z drugiej strony zaś była to muzyczna podróż krajoznawcza - pani Arianna Savall wyrwała z fundamentów salę filharmonii i rzucała słuchaczem w różne, odległe rejony świata, by swoimi własnymi zmysłami mógł zasmakować kultury rejonów, o których może i słyszał, ale o których nie ma pojęcia. Uważam, że oba powody są znakomite by odwiedzać koncerty tej znakomitej harfistki, ale także wszystkich wykonawców jej podobnych. Doświadczenie dla autora niniejszej recenzji było nowe, ale absolutnie odbiera je on pozytywnie.

Autor: PeeGee


Zdjęcie komentarze