Zespół: Horse The Band
Koncert:w Szczecinie
Data:26 maja 2008 r.
Gatunek: metalcore, nintendo core, element emo
Dyskografia:
- 1. 'Scabies, The Kangarooster, and You' - demo [1999]
- 2. 'Secret Rhythm of the Universe' [2001]
- 3. 'I Am a Small Wooden Statue on a Patch of Crabgrass Next to a Dried Up Riverbed' [2001]
- 4. 'Beautiful Songs by Men' EP [2002]
- 5. 'R. Borlax' CD [2003, Pluto Records]
- 6. 'The Effing 69 World Tour tour footage' DVD [2004]
- 7. 'The Mechanical Hand' CD [2005, Combat Records]
- 8. 'Pizza' EP [2006, Combat Records / LIF Records]
- 9. 'A Natural Death' CD [2007, Koch Records]
Korzystając z niedawnej obecności w naszym kraju [oraz moim ojczystym Szczecinie] zespołu Horse The Band, muzyczni eksperci Epicentrum Kałuży chcieliby przybliżyć go nieco czytelnikom. Nie jest to grupa widywana na pierwszych stronach pism muzycznych. Ciężko zobaczyć Horse The Band nawet na drugich i trzecich... Być może jednak jest to do przewidzenia, zważywszy na kuriozalny wizerunek zespołu, a także bardzo daleką od przebojowości warstwę muzyczną.
Cóż więc panowie amerykanie nam prezentują? Z pewnością jest to odmiana muzyki rockowej. Z pewnością mająca pewne elementy emo oraz metalcore. Grana jest na instrumentarium częściowo klasyczno - rockowe: perkusja, gitara, gitara basowa, klawisze, wokal. A jednak pierwszy nietypowy akcent znajdziemy już analizując narzędzia muzyków. Klawisze bowiem posługują się niemal wyłącznie dźwiękami, a nawet całymi tematami muzycznymi czerpanymi z gier komputerowych na 8 i 16 - bitowe konsole. Wrażenie jest kapitalne i na tyle charakterystyczne, że mówi się o całym podgatunku muzycznym nintendo core, którego Horse The Band mieliby być reprezentantami. Kompletnie szalona jest struktura utworów - riffów jest dużo, zmieniają się szybko, a przy tym zdarza się kilkakrotna zmiana tempa i metrum w jednym utworze. Tempa są z reguły szybkie i średnie, choć zespół lubi zaskakujące zwolnienia. Wokal jest niezwykle sprawny, ale posługuje się typową dla metalcore wrzaskliwą manierą. Często jednak łamie się i staje się płaczliwy - to z kolei typowy [wręcz stereotypowy] element emo. Gdy wsłuchać się jednak w warstwę tekstową, można przeżyć niemały szok. Okazuje się bowiem, iż poważnymi środkami wyrazu wokalista okrasza niepoważne teksty. Wrażenie moim zdaniem jest absolutnie niepowtarzalne. Teksty są jednak złożone i dalekie od wulgarności, czy prostej rubaszności. Zrazi się jednak ten, kto poszukuje w piosenkach poezji. Jak bardzo panowie kochają absurdalny humor, można przekonać się oglądając klipy [dostępne są w Internecie w jak najbardziej legalnej formie], które są celowo słabe i tanie, a przez to właśnie potrafią być przezabawne. Przyznać jednak trzeba, że humor przedstawiany w teledyskach lata czasem niesamowicie nisko.
Nie podając konkretnych na razie przykładów stwierdzę, iż muzyka Horse The Band jest z jednej strony szalenie energetyczna i jest w niej mnóstwo życia. Z drugiej strony zaś może być niestrawna dla szerszej grupy słuchaczy, ze względu na ciągłe 'niespodzianki'. Ciężko wskazać jakimi twórcami muzycy Horse The Band się inspirują, za to dużo łatwiej wskazać pewne podobieństwa. Wymieniłbym szczególnie 'Mr. Bungle' [ze względu na szaloną zmienność w ramach tego samego utworu], 'Number Twelve Looks Like You', a miejscami nawet pewne zespoły grindcore'owe jak 'Cephalic Carnage'.
Dyskografia Horse The Band nie jest jeszcze długa, ale zespół jest dość płodny i niemal co roku raczy miłośników nową porcją twórczości. Spośród płyt najwyżej cenioną jest jak dotąd 'Mechanical Hand', z której pochodzą najbardziej znane teledyski ['Birdo', 'Lord Gold Throneroom', 'Million Exploding Suns'] oraz sztandarowe, szerzej znane utwory [jak 'Cutsman']. Podczas koncertu, który odbył się 26 maja 2008 roku w klubie Stara Cynkownia w Szczecinie, zespół pokazał jednak, iż materiału jest więcej niż dość, by zorganizować porządny występ.
Zanim panowie z Horse The Band zaczęli jeszcze grać, słuchacze i widzowie zarazem mogli rozważyć w ciszy własnych umysłów dwa zaskakujące dość fakty. Po pierwsze impreza odbywała się w najgorszym możliwym terminie, czyli w poniedziałkowy wieczór. Po drugie - i to o wiele bardziej racjonalna ciekawostka - muzycy korzystali ze sprzętu użyczonego im przez Szczecińskie zespoły oraz przez organizatorów koncertu. Podobno jest to w przypadku Horse The Band stałą praktyką i zarazem skutecznym sposobem na uniknięcie problemów logistycznych. Oznacza ponadto również, iż w pewien sposób każdy koncert jest niepowtarzalny - za każdym razem bowiem brzmienie jest odrobinę inne. Dodatkową atrakcją wieczoru była możliwość poznania osobiście wykonawców, którzy przejawiali podstawę daleką od gwiazdorstwa - sami brali udział w sprzedaży koszulek, usiłowali pożyczać buty od fanów, a nawet na prośbę zgadzali się modyfikować set koncertowy o konkretne utwory.
Po zejściu ze sceny suportów, które nie zwróciły mojej szczególnej uwagi, Horse The Band rozpoczął swój set. Muszę przyznać, iż nieznajomość pewnych utworów nie była przeszkodą w odbiorze muzyki, gdyż zestaw utworów jest bardzo dobrze przemyślany. Zauważyłem też, że muzycy dostosowują go do własnej kondycji - przez cały występ, mimo widocznego na twarzach zmęczenia, zespół nie tracił wysokiej formy i odgrywał utwory bezbłędnie. Utwory, których wykonanie bezsprzecznie potwierdzają eksperci Epicentrum Kałuży [we współpracy z ekspertami z innych ośrodków] to: 'Heroes Die', 'Sex Raptor', 'Birdo', 'Cutsman', 'Octopus on Fire', 'The Black Hole', 'Lord Gold Throneroom', 'New York City', 'I Think We Are Both Suffering From The Same Crushing Metaphysical Crisis'. Jeśli można coś złego powiedzieć o wykonaniach, to jedynie utwór 'Cutsman' odnoszący się do postaci z gry komputerowej [polecam przyjrzenie się postaciom z gier z serii 'Megaman'], odstawał jakby od poziomu wyznaczonego nagraniem studyjnym. Jakieś szczególne atrakcje? - Proszę bardzo, oto one: perkusista jeden cały kawałek od początku do końca wykonywał w masce konia [nomen - omen], kwitując po zakończeniu stwierdzeniem: 'Light is for losers' [czyli: 'Światło jest dla mięczaków']. Zdecydowanie kuriozalne były z resztą zapowiedzi utworów, przekształcające się niejednokrotnie w filozoficzne dywagacje, urywane nagle, ale nadające występowi pewien specyficzny klimat i rytm. Od zespołu czuć było moim zdaniem coś, niezwykle nieuchwytnego, co dopiero z pomocą kolegi udało mi się zidentyfikować jako szczerość. Publiczność odbierała utwory wspaniale, wymusiła z resztą bis w postaci utworu 'Sex Raptor', odegranego bez wokalu. Okazało się, że nawet niewielka liczba fanów potrafi wykrzesać niemały zapał.
Słowo 'zapał' użyłem eufemistyczne, z czym to chciałbym zauważyć, iż impreza w klubie Stara Cynkownia miała też pewne cienie. Część publiczności za cel postawiła sobie nie tyle zabawę, co rozróbę. Szczególnie popularne było 'pływanie w tłumie', które o mało nie zakończyło się tragicznie dla sprzętu obsługiwanego przez klawiszowca. Ponadto na temat muzyki i stylu zwanych emo, krzyczano niewybredne hasła, których nie poważę się w tym miejscu cytować.
Złych stron była zdecydowana mniejszość. Organizacja występu nie była najgorsza - ot standard spotykany w szczecińskich klubach. Sami 'Horse The Band' spisali się zaś wysmienicie i moim zdaniem całkowicie wykorzystali okazję prezentacji swojego dorobku. Mam nadzieję że krótka charakterystyka twórczości oraz jedynego występu 'Horse The Band', jaki miałem okazję oglądać zwróci nań uwagę szanownych czytelników. Jest to bowiem zespół niebanalny.
Autor: PeeGee