Muzyka

Wykonawca: KoRn

Tytu?płyty: Untitled [bez tytułu]

Rok wydania: 2007

Gatunek: mieszanka gatunk?: nu metal, rock progresywny, industrial rock

Lista utwor?:

    1. Intro
    2. Starting Over
    3. Bitch We Got A Problem
    4. Evolution
    5. Hold On
    6. Kiss
    7. Do What They Say
    8. Ever Be
    9. Love And Luxury
    10. Innocent Bystander
    11. Killing
    12. Hushabye
    13. I Will Protect You
    10. Sing Sorrow

Dziwne bywaj?koleje zespołów rockowych. Zespoły bezbarwne z dnia na dzie?sta?si?mog?nowym i szokującym objawieniem. Z kolei ikony danego gatunku potrafi?z obłędn?konsekwencj?osuwa?si?w dół. Każde kolejne dokonanie trzeba ocenia?z osobna. Nie ma regu? nie ma schemat?. Ot, sztuka.

Zespół KoRn w latach '90 wstrząsnął scen?muzyczn?jak mało kt?y. Wywoła?szok i sprowokowa?rozw? wielu przeróżnych podgatunk? rocka. Emocjonalny przekaz, prostota wykonania i kompozycji, zabawa brzmieniami - tak wygląda?styl u początk? ich kariery.

Opisywana płyta ujrzała światło dzienne w roku 2007. Moim zdaniem to co na niej usłyszymy jest dokładnym obrazem kondycji zespołu po tych wszystkich latach nasilonej aktywności. W składzie nastąpiły zasadnicze zmiany w stosunku do klasycznej piątki. Na placu boju pozosta?Jonathan Davis - wokal, Reginald 'Fieldy' Arvizu - bas i James 'Munky' Shaffer - gitara. Poza tym zar?no na koncertach jak i w studio do czynienia mieliśmy z wieloma muzykami sesyjnymi. To co sprawdza si?w muzyce jazzowej nie koniecznie musi by?jednak dobre w branży rockowej. Moim zdaniem skład personalny bardzo przełoży?si?na jakość kompozycji i wykonanie utwor? na płycie.

Ale przejdźmy do rzeczy. Płyta, kt?ej muzycy nie zdecydowali si?w og?e zatytułowa?zagrana jest przede wszystkim w tempach średnich i powolnych. Czasem b?ziemy mieli do czynienia z bardziej energicznymi wstawkami [np. 'Killing', refren 'Starting Over', fragmenty 'Innocent Bystander']. Generalnie jednak słuchacze, kt?zy mieli możliwość zapozna?si?z wcześniejszymi dokonaniami KoRn b??zaskoczeni. Gdzie?zapodziała si?ta słynna nu metalowa motoryka. Powiedzmy sobie jednak jasno - u schyłku pierwszego dziesi?iolecia wieku KoRn nie jest ju?zespołem nu metalowym. Na opisywanej płycie znajdziemy pewne odwołania do gatunku, ale dużo wi?ej b?zie nawiąza?do industrial rocka [np. 'Love and Luxury', 'Bitch We Got A Problem'], rocka progresywnego ['I Will Protect You'], czy te?specyficznej tw?czości balladowej w wydaniu Marilyn Manson ['Do What They Say']. Utwory jednak moim zdaniem zbytnio stoj?okrakiem nad tymi stylami. W efekcie s?niesp?ne i trudne w odbiorze. Z drugiej strony jednak brak im wirtuozerii i muzycznych wypad?, kt?e pozwalaj?wykonawcom progresywnym dokonywa?tego rodzaju mieszanek.

Zasadniczo zmieniło si?te?brzmienie zespołu. Starych fan? KoRn prawdopodobnie odstraszy redukcja roli gitar rytmicznych oraz ukrycie potężnego niegdy? rozklekotanego slapowanego basu w wykonaniu pana Arvizu. Wi?ej usłyszymy za to elektroniki oraz klawiszy ['Kiss', czy 'Hushabye']. Perkusja nawiązuje do dawnego, bardzo mocno akcentowanego stylu, ale została okraszona specyficznym, nieco nienaturalnie brzmiącym efektem. Generalne wrażenie nie jest może negatywne, ale całość sprawia wrażenie jakby ugrzecznionej i zupełnie niepotrzebnie wyciszonej. Płyta, o kt?ej mowa nie jest bowiem zbiorem ballad i nie istniała moim zdaniem potrzeba radykalnej redukcji wyrazistości brzmienia. Czasem udaje si?osiągnąć utworom odpowiedni dramatyzm i porwa?słuchacza [jak w 'Bitch We Got A problem', 'Hold On', początek 'Killing', interluda walczykowatego 'Ever Be']. S?to niestety jedynie pobrzmiewające echa w dużej, ale pustej przestrzeni płyty.

Wokalista - pan Davis niestety zdominowa?płyt?i spośr? wykonawc? jest najbardziej słyszalny. Niestety - poniewa?utraci?on moim zdaniem zdolność dobierania idealnej melodii śpiewu [tudzie?krzyku] do danego podkładu muzycznego, z kt?ej to cechy kiedy?słynął. Linie s?rozwlekłe, dużo w nich wysokich zaśpiew?, kt?e mimo że technicznie wysublimowane nie wywarły na mnie stosownego wrażenia. Słuchacz z reszt?ma wrażenie, że gdzie?to ju?wszystko słysza? Co gorsza - wcale nie na poprzednich płytach zespołu KoRn. Nieco lepsze, ale te?nie satysfakcjonujące wrażenie robi na mnie warstwa tekstowa, kt?a utknęła gdzie?pomi?zy młodzie?z?szczerości?i naiwności? a zblazowaniem starego rockowego wyjadacza. Jako pozytywne odbieram jednak wysiłki wypowiadania si?na pewne istotne tematy społeczne i kulturowe [cho?y 'Evolution']. Płyta jednak pod wzgl?em lirycznym wydała mi si?straszliwie niesp?na i tak naprawd?nie do ko?a szczera. Wszystko byłoby w porządku, gdyby wokalista do owej szczerości nie aspirowa?tak usilnie.

Niezatytułowana płyta KoRn miewa lepsze momenty, ale moim zdaniem trafia w próżni? Nie jest skierowana ani do miłośnik? wysublimowanej gry [zbyt prosta], ani do dawnych fan? [zbyt kombinatorska, nie kontynuująca tradycji] ani do emocjonalnego młodego pokolenia [nie energetyczna, melancholijna, a przy tym mało wiarygodna]. Niestety w związku z ostatnimi doniesieniami o zawieszeniu zespołu oraz rozwijając?si?karier?solow?Jonathana Davisa [wokalisty, niedawno polscy fani mogli ogląda?jego wyst? z bliska] ciężko mie?nadziej? że KoRn odżyje. W muzyce jednak różnie bywa - czekajmy i patrzmy.

Autor: PeeGee