Wykonawca: Static X
Tytuł płyty: Wisconsin Death Trip
Rok wydania: 1999
Gatunek: industrial metal, elementy nu metalu
Lista utworów:
- 1. Push it
- 2. I'm with stupid
- 3. Bled for days
- 4. Love dump
- 5. I am
- 6. Otsegolation
- 7. Stem
- 8. Sweat of the bud
- 9. Fix
- 10. Wisconsin death trip
- 11. Trance is the motion
- 12. December

Warto czasem sięgnąć do muzyki może i nieco zapomnianej, może nieco nieświeżej, ale takiej z którą wiąże się pewien nieosiągalny dziś klimat. Tym razem cofniemy się do roku 1999, gdy tradycyjne kierunki grania muzyki rockowej były w odwrocie, a telewizja muzyczna puszczała muzykę. Przedstawiamy pierwsza płytę zespołu Static X - 'Wisconsin Death Trip'.
Nazwa zespołu jest jednocześnie nietypowa i przez to bardzo typowa. Nie do końca może da się uchwycić jej właściwy sens. Z pewnością ma jednak kojarzyć się z jednym człowiekiem i jednym zjawiskiem. Człowiek to pan Wayne Static - lider, wokalista i główny architekt zespołu do dziś, a zjawisko to elektryczność statyczna. I nie pomyli się ten, kto umiejscowi z tego względu zespół w kategorii energetycznych i industrialnych. Można słówko też rzucić na temat tytułu płyty, który nie jest tak toporny jak się wydaje. Okazuje się [jak wnioskować można z wywiadów z muzykami], że 'Wisconsin Death Trip' [w wolnym tłumaczeniu 'Śmiertelna Wycieczka do Wisconsin'] to tytuł albumu ze zdjęciami z przełomu wieków, który nabył lider Static X, a który zaskoczył go brutalnością, przepełniony był zapisami zbrodni, wypadków i chorób. Nie zupełnie tak się ma treść opisywanej płyty, ale trzeba przyznać, że inspirację panowie znaleźli intrygującą.
Już od pierwszych utworów Static X zadziwia motoryką muzyki, której jednak nie buduje wcale na szybkości. Wręcz przeciwnie - o ile zdarzają się kawałki szybsze [jak choćby otwierający 'Push it'], to większość nagrań występuje w tempach średnich, a są i nawet utwory wolne. Co swoją drogą jak na zespół wchodzący na rynek w epoce rozkwitu nu metalu nie jest aż tak niezwykłe.
Elementy składowe obecne w każdym kawałku 'Wisconsin Death Trip' niezależnie od jego charakteru to: samplery i syntezatory, mocna, niezbyt złożona warstwa perkusyjna, nisko strojone i zdecydowane riffy gitarowe i krzykliwa maniera wokalna wzbogacana czasami growlami w wydaniu basisty. Jednym słowem: industrial metal. Jednakże nie powinniśmy szufladkować Static X ot tak. Należy wsłuchać się głębiej. Oprócz piosenek energicznych, zdecydowanych i zwyczajnie prostych [uwięzionych w schemacie zwrotka - refren - zwrotka - refren - interluda - refren], jak wymieniony już 'Push it', ale też 'Bled for Days', 'Fix', mamy też takie z lekko eksperymentalnym zabarwieniem.
Do tych drugich zaliczyłbym przedziwny, szeptano - śpiewany 'December', czy 'Trance is the motion'. Mamy też jeszcze grupę trzecią i umieściłbym ją gdzieś pomiędzy industrialnym galopem, a budowaniem specyficznego, złowrogiego nastroju. Szczególnie mówię tu o tytułowym 'Wisconsin Death Trip' oraz o zapowiadającym się na instrumentalny przerywnik, by potem słuchacza zaskoczyć - 'Love dump'.
Panów ze Static X ciężko po wysłuchaniu takiej płyty nazwać wirtuozami. Bardziej pasuje do nich określenie bardzo zdolnych rzemieślników. Jednakże nie będzie to w żadnym razie obraz prawdziwych kompetencji członków zespołu, a jedynie wyraz tego, jakie są kompozycje na płycie. A są dość uproszczone, niemal niewolniczo poddane warstwie rytmicznej. Na 'Wisconsin Death Trip' nie znajdziemy ani jednej solówki, czy pasażu. Dużo natomiast ciężkich riffów, czasem przechodzących w melodyjne. Sporo też zabawy elektroniką - i to całkiem udanej. Bardzo przypadł mi do gustu łagodny wstęp 'Trance is the motion', czy wykończenia riffów w 'Fix', czy 'Bled for days'. Nie spodziewajmy się natomiast również czystego śpiewu, czy zaawansowanych kombinacji rytmicznych. Mimo że zespół ma ewidentnie industrialne korzenie, to bliżej mu do trendu reprezentowanego przez Rammstein, niż Mnemic. Nie zawiera też trashowych, tradycyjnych inspiracji jakie odnaleźć można w Fear Factory.
Tradycyjnie kilka słów o wokalu jako bardzo specyficznym instrumencie. Pan Wayne jest wokalistą bardzo porządnym w swojej klasie. Wykonuje utwory tak jak najlepiej potrafi - używa wielu zakrzyków, czasem podbarwianych melodią. Co ciekawe jednak bardzo mocno podporządkowuje linie wokalne rytmice. Innymi słowy nie wybiega przed szereg. W warstwie tekstowej sporo mamy egzystencjonalizmu, a z drugiej strony - fascynacji technologią. Także w tej sferze zespół wydaje się być zawieszony gdzieś pomiędzy innymi reprezentantami gatunku industrial metal.
Płyta 'Wisconsin Death Trip' nie jest w chwili obecnej tak łatwa do dostania jak kiedyś, ale każdy kto później śledził karierę zespołu powinien się z nią przynajmniej zapoznać. Jest to produkt być może jeszcze niedoświadczonych muzyków, ale z doskonałą wizją tego co chcą tworzyć. Muzyka jest zdecydowana, ale nie wyzuta z ciekawych eksperymentów. Zdecydowanie warta polecenia, choć przede wszystkim miłośnikom industrialnego metalu i podbarwianych elektroniką odmian rocka.
Autor: PeeGee
komentarze